sobota, 5 stycznia 2013

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 9.

Czekał na nią każdego dnia. Czekał aż znowu się pojawi, równie nie spodziewanie jak wróciła i odeszła. Jess nigdy nie była przewidywalną osobą. Lubił to w niej. Jej spontaniczność, kreatywność, a nawet porywczość. Kochał w niej to, że potrafiła żyć chwilą, że nie myślała jakie to będzie miało skutki... i to ją zgubiło. Na początku była przecież tylko niewinną dziewczynką, która robi zawsze to co chce, jak chce i kiedy chce, ale później... tak... później było dużo gorzej. Nie potrafiła się powstrzymać. Gdy miała jakiś pomysł, realizowała go. Gdy uznała, że może się kimś zainteresować to flirtowała. Umiała się bawić... Umiała?! Cholera! Umie! Wcale się nie zmieniła! A może właśnie się zmieniła? No bo w końcu wróciła... zaczęła się czymś przejmować... ale potem znowu odeszła więc może jednak nie?
Takie myśli zadręczały Syriusza już od jakiegoś czasu. Wspominał ją i zastanawiał się co teraz robi. Czemu wróciła i ponownie odeszła? Może on coś zrobił źle?  Mijały dnie, lecz ona nie pojawiała się. Syriusz w końcu postanowił poświęcić swoją całą uwagę Harremu. Swemu chrześniakowi.
Była bardzo zajęta. Przecież była prawie pewna, że to tu... chociaż... a może jednak pierścień był ukryty w domu jego matki, a nie ojca? Przecież on nic by nie schował w domu mugola! Jaka była głupia! Już od kilku dni starała się znaleźć horkruksy, ale nie było to wcale takie łatwe jakby się wydawało. Wiedziała gdzie były ukryte trzy... a przynajmniej miała takie wskazówki, które Tom dał jej przez przypadek : moje najcenniejsze skarby są schowane w miejscach dla mnie ważnych. Jeden jest w miejscu, które pokazuje mi jak wielką mam moc. Drugi w miejscu, gdzie już jako małe dziecko pokazywałem swą siłę i trzeci w miejscu, które kocham.
Dobrze wiedziała co tam ukrył, ale nie wiedziała pod jaką postacią.
Były to horkruksy. Opowiadał jej o nich nie raz. Jaki był z siebie dumny, gdy o nich mówił! Gdy powtarzał, że nie umrze.
Pierwszy jak i zarówno drugi to może być sierociniec, w którym się wychował. W końcu to tam pewnie znęcał się nad innymi dziećmi i pokazywał im, ze jest od nich lepszy. Ale przecież przeszukała już dokładnie sierociniec! Dlatego zaczęła szukać w domu jego rodziców. Trzecie to na pewno Hogwart. A w Hogwarcie Harry zniszczył dziennik. A moze jest tam coś jeszcze? Nie, to nie możliwe! A zresztą nigdy by nie znalazła tego bez chodźby wskazówki co to jest. Ale zaraz...  miejsce, w którym pokazywał swą siłę? Jaskinia! To była chyba jej ostatnia szansa. Ostatnia oprócz domu jego matki.
Więc udała się do jaskni. Gdy udało jej się w końcu dotrzeć do ściany, miała już kilka rozcieć na ręce, więc gdy oparła się o ścianę drzwi same się przed nią ukazały i mogła wejść do środka. Przaepłynęła łodzią przez jeziorko i stanęła naprzeciw wielkiej misy z jakąś substancją. Wiedziała, że to tutaj i wiedziała, że cokoliwek jest w tym naczyniu, musi to wypić do końca. Będzie cierpieć. On nie chronił by się tutaj niczym innym. To sprawi jej ból. Psychiczny, albo fizyczny, ale może dzięki temu uratuje Harrego.
Wyczarowała sobie kielich i wzięła pierwszy łyk wywaru. Od razu poczuła pieczenie w gardle, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to co zobaczyła.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny blog, a opowiadanie jeszcze lepsze! ;D
    Zapraszam na mojego bloga, w którym umieściłam własnoręcznie pisane opowiadanie:
    http://poslaniecboga.blogspot.com/
    PS.: Mam nadzieję, że się spodoba :) Bardzo bym prosiła o jakiś komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń