Jeśli chciał jej zrobić zamęt w głowie to mu się udało. Ten pocałunek
był wyjątkowy, a to co powiedział później trochę ją zaskoczyło. ` Dawna
ty by walczyła.` Czy ona naprawdę się aż tak zmieniła? Przecież to nie
możliwe, zeby to było aż tak widoczne!
Zajęta swoimi myślami nie zracała uwagi na to gdzie jest, ani gdzie idzie, a zorientowała się dopiero wtedy, gdy stanęła na tej ulicy. Zwolniła. Szła powoli chodnikiem i przypominała sobie jak to było tego pamiętnego wieczora. Będąc tutaj wracał do jej pamięci każdy nawet najdorbniejszy szczegół. Widziała wszystko jeszcze raz. Przeżywała to wszystko od nowa, ale teraz to nie ona była głównym bohaterem tej opowieści. Czuła się tak jakby była tylko widzem. Kimś kto nie może w żaden sposób zareagować na to co się dzieje. Jakby nie miała na nic wpływu. I właśnie z takimi uczuciami stanęła przed tym domem. Zobaczyła znowu zielone swiatło i postacie poruszające się w środku. Chociaż nie mogła tego widzieć na prawdę teraz, anie nie widziała tego w taki sposób wtedy, to wydawało jej się, zę osoby stojące w tym miejscu tak to widziały. Złapała za klamkę od furtki, ale nie otworzyła jej. Nie miała na tyle odwagi, zeby tam ponownie wejść. Chciała zobaczyć wszystko jeszcze raz. Jeszcze raz poczuć ten wstrząs, ból, ale nie potrafiła. Kiedyś zabiorę tu Harrego i wtedy wejdziemy do środka. W końcu to jego dom. I jak na życzenie zobaczyła małego chłopca latającego na dziecinnej miotle, którą podarował mu Syriusz. Latał na podwórzu, prze dodmem, a Syriusz razem z Jamesem stali pod drzewem, które rosło nie opodal i śmiali się z wyczynów małego. Lily w kuchni przygotowywała kolację. Chwilę potem Zjawił się Remus i Peter. Wszyscy razem zasiedli do kolacji na świeżym powietrzu. James wziął syna na kolana i próbował go nakarmić. Wszyscy śmiali się i ucztowali. NIkt nie myślał o tym co może się stać zaledwie miesiąc później. Wtedy wszyscy czuli się bezpieczni. Poczuła jakpo policzku spływają jej łzy. Najpierw jedna, a zaraz potem następny i za nim zdążyła się uspokoić płakała tak jak owego dnia. Miała ochotę krzyczeć z bólu. Z bólu, które sprawiały takie wspomnienia.
- OBIECUJĘ, ŻE WASZA OFIARA SIĘ NIE ZMARNUJE! ON PRZEŻYJE! CHODŹBYM MIAŁA SAMA ZGINĄĆ! - zaczęła krzyczeć. Nadal trzymając klamkę osnęła się na ziemię i zaczęła wić się w agonii. Nie mogła się uspokoić. Wszystkie wspomnienia tutaj wydawały się wyraźniejsze. Tak bardzo chciałaby cofnąć czas i zmienić tyle rzeczy! Ale już nei mogła. Niestety nie.
Gdy w końcu udało jej się uspokoić już wiedziała co musi zrobić. W końcu on będzie wiedział jak to zrobić i jeśli jej się nie powiedzie dokończy jej misję i przekaże najważniejsze informacje Harremu.
Po raz kolejny tego dnia obróciłą się na pięcie. Tym razem jednak wylądowała w Hogsmeade.
Zajęta swoimi myślami nie zracała uwagi na to gdzie jest, ani gdzie idzie, a zorientowała się dopiero wtedy, gdy stanęła na tej ulicy. Zwolniła. Szła powoli chodnikiem i przypominała sobie jak to było tego pamiętnego wieczora. Będąc tutaj wracał do jej pamięci każdy nawet najdorbniejszy szczegół. Widziała wszystko jeszcze raz. Przeżywała to wszystko od nowa, ale teraz to nie ona była głównym bohaterem tej opowieści. Czuła się tak jakby była tylko widzem. Kimś kto nie może w żaden sposób zareagować na to co się dzieje. Jakby nie miała na nic wpływu. I właśnie z takimi uczuciami stanęła przed tym domem. Zobaczyła znowu zielone swiatło i postacie poruszające się w środku. Chociaż nie mogła tego widzieć na prawdę teraz, anie nie widziała tego w taki sposób wtedy, to wydawało jej się, zę osoby stojące w tym miejscu tak to widziały. Złapała za klamkę od furtki, ale nie otworzyła jej. Nie miała na tyle odwagi, zeby tam ponownie wejść. Chciała zobaczyć wszystko jeszcze raz. Jeszcze raz poczuć ten wstrząs, ból, ale nie potrafiła. Kiedyś zabiorę tu Harrego i wtedy wejdziemy do środka. W końcu to jego dom. I jak na życzenie zobaczyła małego chłopca latającego na dziecinnej miotle, którą podarował mu Syriusz. Latał na podwórzu, prze dodmem, a Syriusz razem z Jamesem stali pod drzewem, które rosło nie opodal i śmiali się z wyczynów małego. Lily w kuchni przygotowywała kolację. Chwilę potem Zjawił się Remus i Peter. Wszyscy razem zasiedli do kolacji na świeżym powietrzu. James wziął syna na kolana i próbował go nakarmić. Wszyscy śmiali się i ucztowali. NIkt nie myślał o tym co może się stać zaledwie miesiąc później. Wtedy wszyscy czuli się bezpieczni. Poczuła jakpo policzku spływają jej łzy. Najpierw jedna, a zaraz potem następny i za nim zdążyła się uspokoić płakała tak jak owego dnia. Miała ochotę krzyczeć z bólu. Z bólu, które sprawiały takie wspomnienia.
- OBIECUJĘ, ŻE WASZA OFIARA SIĘ NIE ZMARNUJE! ON PRZEŻYJE! CHODŹBYM MIAŁA SAMA ZGINĄĆ! - zaczęła krzyczeć. Nadal trzymając klamkę osnęła się na ziemię i zaczęła wić się w agonii. Nie mogła się uspokoić. Wszystkie wspomnienia tutaj wydawały się wyraźniejsze. Tak bardzo chciałaby cofnąć czas i zmienić tyle rzeczy! Ale już nei mogła. Niestety nie.
Gdy w końcu udało jej się uspokoić już wiedziała co musi zrobić. W końcu on będzie wiedział jak to zrobić i jeśli jej się nie powiedzie dokończy jej misję i przekaże najważniejsze informacje Harremu.
Po raz kolejny tego dnia obróciłą się na pięcie. Tym razem jednak wylądowała w Hogsmeade.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz