sobota, 5 stycznia 2013

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 20.

MIjały tygodnie i nic się nie zmieniało. Jessica ciągle pozostawała w stanie pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, którą ciągle żyła. Wszyscy się o nią bardzo martwili, a zwłaszcza dlatego, ze nadchodziła kolejna pełnia. Kolejna przemiana. Jak na to zareaguje tym razem? Czsy będzie z nią lepiej, czy może wręcz przeciwnie? A może już na zawsze pozostanie w takim stanie? A jeśli nie wróci? Syriusz chodził po swoim domu pełen takich myśli. Najchętniej byłby teraz w Hogwarcie i siedział przy jej łóżku dzień i noc, ale przy czwartej takiej nocy Albus wyrzucił go z zamku ze stwierdzeniem, zę jest to zbyt niebezpieczne. Ale kogo obchodziło jego bezpieczeństwo? Przecież ona była dużo ważniejsza! Groziła jej śmierć!
Z każdym dniem Syriusz był coraz bardziej poddenerwowny, a gdy w końcu nadszedł ten dzień nie mógł się uspokoić i chodził w te i z powrotem po kuchni. Wszyscy, którzy jeszcze od czasu do czasu kręcili się po Zakonie starali się schodzić mu z drogi. Jedynym wyjątkiem była Tonks, która siedziała spokojnie w kuchni i piła sobie kremowe piwo.
- Syriuszu uspokuj się. Nic nie zdziałasz chodząc po kuchni. - odezwała się po pewnym czasie Tonk bardzo spokojnym głosem.
- No właśnie! Nic tutaj nie zdziałam! Dlaczego nie mogę być w zamku i pomóc?! - zapytał chłopak rozzłoszczony nie przerywając sw2ojej wędrówki.
- Dobrze wiesz dlaczego nie mozesz tam być. Przecież jesteś poszukiwany za ucieczkę z Azkabanu.
- No i co z tego? Czy to ma w ogóle jeszcze jakieś znaczenie?
- Dobrze wiesz, ze tak. Nawet tam nie mozesz się czuć w pełni bezpieczny.
- Ale przecież ona jest teraz wilkołakiem! Powinienem być przy niej!
- Niby dlaczego? Przecież zawsze zarzekałeś się, ze nic do niej nie czujesz, oczywiście oprócz braterskich uczuć jakim musiałeś ją dażyć skoro była siostrą Jamesa. - Tonka spokojnie dalej piła swoje piwo, ale teraz lekko się uśmiechała z błyskiem w oku. Syriusz nigdy nie lubił mówić o swoich uczuciach do tej dziewczyny i trudno było się temu dziwić. Dużo osób uważało ją po prostu za łatwą, chodź w istocie taka nie była.
- Tonks! Jaa... ja...
- Co ty? Wiesz, że bardzo ją lubię, ale nie mogę patrzeć jak się tak męczysz! Ona nie jest już małą dziewczynką i nie musisz się nią opiekować! Nie musisz starać się zastąpić Jamesa!
- Ja wcale...
- Ona tego nie potrzebuje, ale HARRY tak! HARRY jest twoim chrześniakiem, a nie ona! Powinieneś się nim zająć! - powiedziała dziewczyna kładąc duży nacisk na imię Pottera. Chciała, żeby Syriusz zrozumiał na czym powinien się najbardzije skupić. Nie uważała kolejnego dramatu z Jessicą w roli głównej za dobry pomysł w tym momencie. Ona by go zraniła, a Harry go potrzebował i nie obchodziło ją już czy martwi się o nią jako o osobą, którą kocha, czy raczej jako o  osobę, którą uważa za swoją siostrę. Nie liczyło się to już dla niej. Chciała, zeby na prawdę zrozumiał to co wszyscy próbują mu przekazać. Że Jessica nie jest dla niego.
- Myślisz, że to takie proste?! Zajmuję się Harrym jak tylko mogę! On jest taki podobny do Jamesa...
- No właśnie, więc...
- Ale ona też mnie potrzebuje! Tonks do jasnej cholery przestań ją osądzać!
- Nie osądzam jej! - spojrzał na nią z uniesioną brwią. - No okej... może trochę i ją osądzam, ale prawda jest taka, ze chcę po prostu, żebyś znalazł sobie kogoś właściwego i był szczęśliwy.
- Przy niej jestem szczęśliwy!
- I ile jesteście razem? Dzień ? Dwa? To przecież nie ma sensu! Jakby cię kochała to by tak nie uciekała!
- Nie znasz jej.
- A moze właśnie znam? Może po prostu ty jesteś zaślepiony?
- Tonks... ja ją kocham. Na prawdę... myślę, ze ją kocham. Jak nikogo wcześniej.
- Może i ty ją kochasz, ale czy ona ciebie?  Dobrze wiesz z iloma osobami ona się spotykała! Kurcze ona była nawet z Czarnym Panem! Ta dziewczyna nie zna granic!
- Byłem jej pierwszym... - Tonks na te słowa zamurowało.
- Syriuszu...
- To było krótko przed tym jak poznała Riddla. Były wakacje. Byłem u Jamesa na kilka dni. Poszliśmy na mugolską impreze i upiliśmy się. Jessica umawiała się w tedy z Remusem....
- I wy...?
- Byłem pijany... oboje byliśmy... Idąc na impreze chcieliśmy się zabawić. Wszyscy zaczeliśmy pić. Jak wróciliśmy do domu, wylądowaliśmy z Jessicą w łóżku. Remus i James nigdy się o tym nie dowiedzieli.
- JAK MOGŁEŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO SWOJEMU P-RZYJACIELOWI?! - Tonks była na prawdę zaskoczona słowami Syriusza. Jak on mógł zrobić coś takiego swojemu przyjacielowi?!
- Byliśmy pijani. Rano... wstaliśmy przed nimi, więc zdążyłem wkraść się pokoju, który dzieliłem z chłopakami i zabrać swoje rzeczy. Przebrałem sie i zszedłem na dół. Spotkaliśmy się z Jess dopiero przy sniadaniu. Ustaliliśmy, ze nic im nie powiemy. Nie chcieliśmy zranić Remusa. Jessica była jego pierwszą dziewczyną i bardzo się starała, żeby nic nie zepsuć...
- Dlatego poszła do łóżka z jego najlepszym przyjacielem?! To jest chore! - Tonks była przerażona tym co usłyszała, ale Syriusz przestał zwracać na nią uwagę i kontynuował niewzruszony.
- Wszystko układało się świetnie. Po jakims czasi ezerwali ze sobą, a my zaczeliśmy się spotykać w tajemnicy przed innymi. Nie chcieliśmy zranić Remusa. WIedzieliśmy, ze ten widok by go zdołował, więc nie mógł się dowiedzieć. Wszystko było świetnie, do czasu, aż w szkole pojawił się Riddle. Miał jakąś sprawę do dyrektora, dlatego się pojawił. Jak szliśmy z chłopakami nad jezioro spotkaliśmy ich tam. Rozmawiali. Wiedzieliśmy już kim on jest, ale ona chyba nie widziała. Zaczą namawiać ją na spotkanie, a ona się zgodziła. POdbiegliśmy tam i kazaliśmy się mu od niej odczepić, ale się tylko zaśmiał. Nie poskutkowało. Jakiś czas później spotkaliśmy ich w Trzech Miotłach. Opowiadał jej jakieś kłamstwa. Wtedy... wtedy zaczęłys ie problemy... i najwyraźniej już zawsze tak ma być...Czy to do cholery moja wina?! Czy to przez to co zrobiliśmy Remusowi ona tak cierpi?! - Syriusz zalał się łzami na wspomnienia, które go ogarnęły. Przerażona Tonks siedziała cały czas koło niego, głaskała go po plecach i próbowała pocieszyć.
Cały dzień Syriusz przesiedział w kuchni. Tonks po jakimś czasie musiała wyjść, ale pojawiła się już następnego ranka, a ona nadal siedział w kuchni pogrążony we wspomnieniach i zestresowany.
- Hej! Remus wrócił jakąś godzine temu... może z Jess już też wszystko OK?
- Nie wiem... nikt mnie nie zawiadomił.
Czekali tak do wieczora. Aż w końcu kominek zamigotał szkarłatnym światłem i wyskoczył z niego Kingsley.
- I co z nia?
- Nie wiadomo. Nie wróciła i nie ma jej nigdzie. Przeszukaliśmy już chyba cały zamek i teren dookoła. Ona zniknęła. Odeszła. - Syriusz zalał się łzami. Znowu ją stracił. Gdy już się cieszył, że udało mu się ją odzyskać. Stracił ją ponownie. Może nawet juz na na zawsze.
Trochę wcześniej niż miało być, ale niech juz jest.. smile
Natchnęła mnie do tego piosenka Volvera - Niemęskie łzy smile
Następny rozdział będzie zależał już od Was! ;**
Mam kilka scenariuszy i nie jestem do końca pewna na który się zdecydować, a więc wybierzcie co ma się wydarzyć. Odpowiedzcie na każdy z podpunktów. Co ma się stać z daną osobą:
a) Syriusz ma zginąć czy przeżyć
b) Jessica ma być z Syriuszem, czy wprowadzamy małe zamieszanie?
c) Jess ma być wilkołakiem czy nie?
d) Czy Harry ma się dowiedzieć kim jest Jessica Potter?
e) Czy Albus ma zginać?
Pozdrawia Was wasza grafomanka! ;** : )

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 19.

Czuła straszny ból w całym ciele. Czuła jak jej kręgosłup zaczyna się wyginać w nienaturalne kształty. Nie wiedziała co się dookoła niej dzieje. Mogła tylko czuć. Zalewały ją emocje. Emanowały z niej jakby nic innego, oprócz tego co działo się w jej wnętrzu nie miało znaczenia, jakgdyby tylko to mogło się liczyć. Połowy z tych emocji nie rozumiała. Spróbowała się skupić na tym co jest dookoła niej. Korytarz! Droga! Las! Wszystko zmieniało się w tak zaskakującym tępie, że nie była już w stanie dłużej zastanawiać się gdzie jest i kim jest. Nie potrafiła dłużej skupić swojej uwagi na niczym, więc po prostu się wyłączyła. Dała działać swojemu instynktowi i emocjom i nie czuć. To było łatwiejsze.
- JAK TO SIĘ STAŁO?! CZEMU ONA JEST WILKOŁAKIEM?! CZEMU JESS?! - Syriusz był wściekły, a jednocześnie pogrążony w rozpaczy. Był pewien, zde ponownie straci Jess, że już nigdy jej nie zobaczy. I właśnie teraz, gdy wszystko zaczęło się układać.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia skąd isę tutaj wzięła i jak to się stało. Uczniowie znaleźli ją na drodze prowadzącej z Hogsmeade do zamku. Była w strasznym stanie. Nic więcej nie wiem. - odrzekł Albus smutnym głosem. Co działo się z Jessicą było dla wszystkich zagadką, ale czy byli w stanie odpowiedzieć na choćby jedno z dręczących ich pytań?
- Może próbowała teraz z Greybackiem? To do niej bardzo podobne, bo przecież ona jest...
- SEVERUSIE! - zagrzmiał Dumbledore i w ostatniej chwili powstrzymał Syriusza, który już się zamachnął na Snape. - Już cie mówiłem, zebyś jej nie oceniał, a teraz już chyba pora na ciebie. Postaraj się jak najszybciej uwarzyć ten eliksir. Jej pamięć jest dla nas bardzo cenna.
- Oczywiście Dumbledore.
- Pójdę poszukać Jessicki, jest już południe, pewnie już zdązyła się zmienić.
- Syriuszu... nie wiadomo, czy Jessica w ogóle wróci do normalnej postaci. Brak pamięci może jej to utrudnić. - odrzekł zasmucony Dumbledore, wiedząc, ze tymi słowami tylko zdołuje Syriusza.
- Ona jest silna. Nawet bez pamięci sobie z tym poradzi... tak jak zawsze zresztą.
- Mam nadzieję.
- Ja równiez. Miłego dnia. - poweidziawszy to wyszedł z gabinetu dyrektora, przemienił sie w psa i pognał na błonia w poszukiwaniu dziewczyny. Nie wiedział gdzie zacząć szukać... Remus najczęściej był we Wrzeszczącej Chacie lub czasami w Zakazanym Lesie. To były jego miejsca, ale gdzie mogła ukryć się Jessica? Tego nie wiedział, ale popychany przeczuciem pobiegł w stronę jeziora, które znajdowało się niedaleko i nie pomylił się. Dziewczyna siedziała pod drzewem znajdującym się nieopodal wody. Miała na sobie podarte ubrania, które zwisały na niej smętnie. Nie wyglądała na przerażona, a raczej na zaciekawioną i zamyśloną, jakby to co się działo wogóle jej nie przerażało. Syriusz miał wręcz wrażenie, ze słyszy kołatające się w jej głowie myśli. Czy będzie pamiętała kim jest? Chyba czas się przekonac.
- Hej. Jak się czujesz? - dziewczyna poderwała się na równe nogi i odwróciła w stronę przybysza z niezwykłym wdziękiem. Był pod jej wrażeniem, zresztą jak zwykle.
- O! To ty! Ale mnie przestraszyłeś!
- Pamiętasz mnie?
- No pewnie! W końcu przyjaźnisz się z moim bratem!
- No...
- Aż się dziwię, że nie przyszedł z tobą! Pewnie znowu próbuje zaimponowac jakimś dziewczynom lub biega za zniczem. - dziewczyna zaśmiała się beztrosko. - Czy jest na boisku?
- Hę?
- Czy James jest na boisku?
- On...
- Cha cha... pewnie nie wiesz, w końcu nie jesteś jego niańką. Pójdę go poszukać i tak chciałam z nim pogadać...
- Jess...
- To cześć! Zobaczymy się na transmutacji!
Co się do cholery dzieje?! Syriusz czuł się jakby ktoś rzucił na niego czar Confundusa. James? Transmutacja? O co jej chodzi? I od kiedy ona jest dla niego taka miła?! i wogólne wesoła?!
Chłopak spojrzał w stronę oddalającej się w stronę boiska dziewczyny, gdy nagle ona zaczęła krzyczeć. I upadła na ziemię. Przerażony Syriusz szybko do niej podbiegł i chciał jej pomóc. Jessica zasłabła. Zaniósł ją jak najszybciej do skrzydła szpitalnego.
- O Boże! Co się z nią stało? Dlaczego jest nie przytomna? - zapytała zdziwiona pani Pomfrey.
- Nie wiem. Znalazłem ją koło jeziorka... wydawała się taka... spokojna... radosna.... ale i nieobecna.
- Nieobecna? Co masz na myśli?
- Wydawało jej się, ze James jeszcze żyje i że ciągle uczymy sie tutaj. Poszła go szukać i wtedy zemdlała.
- Ojoj!
- Jej mózg próbuje odzyskać wspomnienia. - dobiegł ich głos dochodzący z rogu pokoju. Z cienia wyłonił się Snape. - Najwyraźniej ma jakieś przebłyski tego co działo się wiele lat temu. Stara się jakoś to sobie poukładać.
- Czyli to dobry zank. Niedługo wszystko będzie po staremu? - Syriusz był na prwdę przerażony tym co się działo.
- Nie wiadomo. Może zbłądzić, zagubić sie i już na zawsze pozostać w takiej formie.
- W takiej czyli...?
- Między wspomnieniami. Jeśli tak zostanie nie będzie mogła skupić się łużej niż na ułamek sekundy. Jej świadomość będzie się ulatniać wraz z jej życiem. Chwile gdy będzie przytomna i pewna tego gdzie jest mogą być o wiele krótsze niz te w których będzie tonęła w pustce. Jej własne wspomnienia mogą ją zabić - Snape powiedział to jednym tchem. Był bezlitosny. Ale mimo tego co mówił martwiłs się o życie członka zakonu.
- ONA JEST SILNA! - warknąl Syriusz przez zaciśnięte zęby.
- Tak.. jest silna... ale przeszła bardzo wiele. Widziała rzeczy tak straszne, że wiele osób mogło by się załamać, ale musimy również pamiętać jak trudna była dla niej utrata brata i przyjaciółki. Przecież wszyscy wiemy, zę ledwo to przeżyła za pierwszym razem, a co jeśli będzie zmuszona do przeżywania tego bez przerwy? Jak akurat TO wspomnienie będzie do niej ciągle wracać? Nie możemy mieć pewności ile zostało Jess.
- Co ja tutaj robię? - Jessica obudziła się. - O! Severus! Widziałeś może Lily? Miałyśmy spotkać się w bibliotece.... - nagle źrenicy dziewczyny zaczęły się rozszerzać i wypłynęły z nich łzy. - Lily... James... oni...
- Jessica spokojnie... oddychaj nic się nie dzieje. - Severus postanowił spróbować upokoić dziewczynę, ale okazało sie to nie mozliwe.
- Zostaw mnie! To ty...! Jesteś śmierciożercą! - dziewczyna zalała się łazami. - Oni... oni...
- Jessica! Spójrz na mnie! Uspokuj się... to było dawno temu... - Syriusz spróbował ją przytulić, ale go odepchnęła.
- Łapy przy sobie! Kim ty wogóle jesteś?! Zostaw mnie! Chcesz, zeby Antony skopał ci tyłek za zbliżanie się do mnie? - zapytała dziewczyna pewnym siebie głosem. Wszystkie jej emocje z przed chwili zniknęły i była już kimś zupełnie innym... była młodszą wersją samej siebie, ale dlaczego go nie pamiętała? Przecież byli przyjaciółmi!


Hah! big_grin
Po długim czasie jestem!
Serdecznie zparaszam do czytania... jeśli jeszcze się komuś chce smile
Następny rozdział... jeśli jeszcze bedzie ktoś wgl chciał to prawdopodobnie w przyszłym tygodniu... chyba, zę znowu moja kochana szkoła tak mnie zawali, ze nie będę miała nawet 5 min dla siebie kiss*
Postaram si teray pisa ciut bardziej regularnie. ;**
Trochę spóźnione,a le co tam!Życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku 2013! ;**
Do usłyszenia smilePS: Jesli ktoś chciałby być nadal informowany o następnych rozdziałach to napiszcie podaje jakiś kontakt :- email - olkaxyzz@wp.pl- gg - 45833175
i może niedługo jeśli byście chcieli to na fb : )Serdecznie pozdrawiam! ; )

I w końcu udało mi się na tyle ogarnąć, żeby wszystko z kotka znalazło się tutaj :D
Miłego czytania! Pozdrawiam Was Kochani :**

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 18.

Wydawało jej się, ze to już koniec. Że już nic więcej się nie zdarzy. Nagle przeżywała to wszystko jakby od końca. Ból i uczuciucie odpływania. Zaczęła sobie przypominać walką z jakimś stowrzenia... a może to była jakąś osoba? Mutant? Ale nic poza tym nie mogła sobie przypomnieć. Kim jest? Jak ma na imię? Jakby wszystkie jej wspomienia się ulotniły. Odpłynęły. Właśnie to wtedy czułą, tylko myślała, ze to jej życie, a nie wspomnienia. NIc nie pamiętała. Była pogrążona w ciemności. `Przecież mam zamknięte oczy! To stąd ta ciemność!` - pomyślała dziewczyna. Otworzyła oczy. Miała przed sobą nieskazitelnie biały pokój. Pokój? Chyba raczej salę szpitalną. Dookoła niej były kotary, a za nimi dostrzegała zarys łóżek.
- Gdzie ja jestem do cholery? - chciała powiedzieć, ale z jej ust wydobył się tylko niezrozumiały bełkot i jęk. Mówienie sprawiało jej ból. Najwyraźniej jednak kogoś zainteresował ten dźwięk, bo do pokoju wbiegł prawdopodobnie pielęgniarka.
- O Boże! Nareszcie! Nic ci nie jest?
- Ja... - nie wiedziała co miała na to odpowiedzieć. "Tak wszystko w porządku, tylko nie pamiętam kim jestem i gdzie do cholery jestem!". Nagle kobieta ubrana na biało wyjęła jakiś patyk. Zaczęła nim machać i nagle pojawił się ptak jakby z mgły.
- Idę po lekarstwo! Musisz je zarzyć i to jak najszybciej! Przydałby się również profesor Snape, ale to już niech Dumbledore zadecyduje.
Profesor..? Co to szkoła? I czemu niby ma się mną zajmować ktoś kogo nie znam?! A może znam.... - myśli dziewczyny bez przerwy błąkały się gdzieś i nie mogła skupić swej uwagi dłużej niż na ułamek sekundy. Po chwili do pokoju weszła jakaś osoba. Była ubrana w długą, karmazynową szatę. Miała również długą, siwą brodę i okulary połówki.
- Witaj Jess. Widzę, że już sie przebudziłaś. Długo to trwało, ale po takich obrażeniach to trudno się dziwić, ze to tyle trwało. Może mogłabyś mi powiedzieć jak to się stało?
- Ja... ja... - zaczęła się jąkać. - ja nie wiem.
- Jak to? Tak po prostu pojawiasz się tu i na środku Hogsmeade zaczynasz walkę z wilkołakiem i nie wiesz czemu?
- Z wilkołakiem?! Ja... kim ty wogóle jesteś?!
- Jestem Albus Dumbledore. Nic nie pamiętasz prawda?
- Nic. Przykro mi.
- Rozumiem... rozumiem... no nic... trzeba będzie zawiadomić o tym członków zakonu... tak...trzebaby również....hm... Snape musi przyżądzić eliksir... ten i jeszcze tamten na.... a moze da się temu jeszcze zaradzić... gdyby tak...
- Przepraszam, ale... o czym ty do cholery gadasz?!
- Oj przepraszam... głośno myślę. Takie prawo starca. - zaśmiał się. - zaraz przyjdzie do ciebie Snape. Pewnie pojawi się też kilku twoich... hm.... starych znajomych, ze tak powiem. Ja już znikam. Szybkiego powrotu do zdrowia. - po tych słowach Dumbledore skierował się do wyjścia i zniknął za drzwiami pozostawiając Jessicę jeszcze bardziej zagubiną, niż była przed chwilą.
***
- I jak? - spytał Albus.
- Byłem u niej. Będzie ciężko. Pamięć da się przywrócić, ale uwarzenie odpowiedniej mikstury zajmie nawet dwa meisiące.
- Dobrze. Przynajmniej odzyska pamięć, a w tym wypadku to jest bardzo ważne.
- Nie rozumiem czemu aż tak bardzo zależy ci na jej pamięci! Dla takich jak ona brak pamięci to wielki plus!
- Chcesz ja oceniać Severusie? Była w tym samym miejscu co ty i robiła dokładnie to co ty.
- Ja nie robiłem za męską dziwke.
- Miała trudny okres, ale to nie powód by ją oceniać.
- Zły okres?! Była taka od zawsze! Była taka całe swoje życie! Była taka jak swój brat!
- I była również przyjaciółką Lily. Niezapominaj o tym, że były najlepszymi przyjaciółkami. Nie oceniaj jej.
- Nie zapoiminam. Dobrze rozumiem.
- A co z ... drugim eliksirem? Czy da się coś zrobić, zeby temu zapobiec?
- Jak na razie mogę dać jej tylko ten, który dawałem Lupinowi, ale nie wiem czy uda mi się znaleźć jakiś inny. Już niedługo pełnia i nie wiem czy uda mi się zatrzymać w niej tak szybko postępującą przemianę. Jest możliwe, ze już w czasie tej pełni się przemieni.
- Ale jak zareaguje na przemianę i to co się z nią wiąże, jeżeli nie ma pamięci? Nie ma swojego człowieczeństwa...
- Może pozostać już w takiej postaci... będzie jej zapewne trudniej...
- Dobrze, rozumiem. Zajmij się eliksirami Severusie. Ja muszę jeszcze zawiadomić Zakon o tym co się aktualnie tutaj dzieje. - po tych słowach Snape wyszedł, a Albus pozostał sam w swoim gabinecie. Zaczął chodzić w kółko i głośno myśleć.
- Dlaczego ona pojawiła sie w Hogsmeade? I to w dzień, w którym uczniowie tam byli. Ktoś mógł ją zobaczyć! Musiała mieć jakąś ważną sprawę. Ale co było tak ważne...
Nagle w kominku nie daleko biurka, płomienie zaczęły jażyć się niebieskim kolorem. Najwyraźniej ktoś zamierzał tutaj wpaść z niezapowiedzianą wizytą.
- I co z nią? - zapytał Syriusz, gdy tylko wyskoczył z kominka.
- Obudziła się.
- To wspaniale!- po tych słowach Syriusz zamienił się w psa i pobiegł pędem w dół korytarzy, aż znalazł się przy skrzydle szpitalnym. Albus pobiegł za nim i gdy w końcu dogonił go w pomieszczeniu, chłopak zamieniał się spowrotem w człowieka przed przerażoną Jessicą.
- Hej! I jak się czujesz? - zapytał uśmiechając się od ucha do ucha.
- Syriuszu! Ona straciła pamięć.
- CO?! - spojrzał na Jess, która się w niego wpatrywała. Nie ze strachem, a raczej z zaciekawieniem i konsternajcją, jakby próbowała sobie coś przypomnieć.- To nie możliwe! NIe mogła mnie zapomnieć! Jess w co ty się znowu wpakowałaś?!
- Pamiętam cię.
- Tak?
- Znaczy się... mam jakieś wspomnienia... ale są tak niejasne. Nie mam pewności czy to ty...
- Wspomnienia?
- Tak... jakby urywki... jakby coś nie mogło mi się do końca poukładać... - chłopak zaśmiał się. - Jesteś... Syriusz tak?
- Tak! Ale co pamiętasz?
- Niewiele. Jakiś pokój... na ścianie było drzewo genealogiczne, a ty mi coś pokazywałeś.... w innym jest choinka i duży pokój w czerwonych barwach. Jestśmy przy choince... jest tam także trzech innych chłopców... jesteś na mnie zły... i inni też... jeden z nich to... to... to chyba mój brat... Czy ja mam brata?
- O Boże! To prawda! Te wspomnienia....Ta gwiazdka była jakoś pod koniec mojego pobytu w Hogwarcie pewnie...
- NIe odpoweidziałeś mi. Czy mam brata?- Jess zauważyła, ze chłopak spogląda na starca i wzdycha. - Odpowiedz!
- Ok, ok odpowiem! Raaany... nawet jak stracisz pamięć to jesteś uparta. - Syriusz skrzywił się lekko. - tak... masz brata.
- To dlaczego go tu nie ma?
- Bo... bo... bo on nie może tu być?
- Dlaczego? Ja...? - spojrzała na chłopaka i zrozumiała. - Jak to się stało? Kiedy?!
- Długo by mówić. Musisz odpocząc.
- Odpowiedz! - dziewczyna zalała się łzami i wtedy stało się coś niewiarygodnego. Jej paznokcie zaczęły się wydłużać, a ciało zmieniać. - Aaaaa! co się ze mną dzieje!
- Jest pełnia. Przeszłąś przemianę. Będziesz od teraz wilkołakiem.
- CO?! - potem nie była już w stanie nic powiedzieć. Wszystko zalały emocje, których nie mogła opanować.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 17.

Spędziła z Syriuszem kolejny miły dzień. Już ostatni. Przez cały czas, który spędzili razem obiecywała sobie, ze to już ostatni raz, że już więcej tego nie powtórzy. Nie chciała robić Syriuszowi nadziei, bo wiedziała, że to może mu tylko zaszkodzić. Może go zranić.
Następnego dnia pożegnała się z Syriszem z obietnicą, ze nie długo wróci, ale nie zamierzała dotrzymać słowa. Jeżeli chcę, żeby był szczęśliwy to muszę go zostawić. Takie myśli dręczyły ją już od jakiejś chwili. Bała się że nie wytrzyma. Gdy patrzyła mu w oczy i obiecywałą, że za parę dni wróci, miała ochotę płakać, bo wiedziała, ze nie dotrzyma słowa. Jej serce krwawiło, kiedy się z nim żegnała. Była pewna, ze już go nigdy więcej nie zobaczy. To już ten czas, w którym przyszło jej się pożegnać ze wszystkimi, których znała i kochała. Wiedziała, ze takie jest jej przeznaczenia.
- Kocham cię. - powiedział Syriusz i delikatnie pocałował ją w policzek. Jess popłynęła łza.
Jak ja mogę płakać?! Muszę być silna! Ale nie mogła być. Miała ochotę płakać już cały czas. Chciała się w niego wtulić i już nigdy go nie zostawić, ale tego, też nie mogła zrobić, więc szybko otarła spływającą łzę, odwróciła się na pięcie i odeszła. Gdy znalazła się w odpowiedniej odległości od domu, odwróciła się w stronę Syriusza, pomachała mu i teleportowała się prosto do Hogsmeade. Chciała zobaczyć po raz ostatni Harrego. Miała szczęście, bo akurat odbywał się wypad do Hogsmeade, więc jej szanse na spotkanie Harrego się zwiększyły.
Nagle go zobaczyła. Wchodził wraz z przyjaciółmi od obskurnego pubu. Rzuciła na siebie szybko zaklęcie kameleona i ruszyła za nim. W środku spotkała tłum ludzi, w bardzo zbliżonym do chłopca wieku. Wszyscy uczyli się w Hogwarcie. Usiadła z boku i podsłuchiwała. I w taki sposób Jessica dowiedziała się o Armii Dumbledora. Była dumna z Harrego. Robił coś, aby pomóc innym. Próbował im pokazać prawdę. Miał nadzieję. Był taki podobny do Jamesa, ze aż Jessice popłynęły łzy. Ale czy James byłby gotów zrobić coś takiego? Tak.. chyba tak. Jessica zaczęła wątpić w brata. Nie miała czasu o tym myśleć. Młodzież wyszła z baru, a ona podążyła za nimi. Miała jakieś dziwne przeczucie odnośnie tego spotkania. Coś wydawało jej się podejrzane. I wtedy zorientowała się co.
Nagle w stronę Harrego wyskoczło coś co nie przypominało ani człowieka, ani zwierzęcia. Po chwili rozpoznała, ze jest to wilkołak. Greyback. Na szczęście nie udało mu się skoczyć na Harrego. Wylądował na niej. Uczniowie nie zwrócili uwagi na zamieszanie, które działo się za ich plecami. Byłi zbyt zajęci rozmowął na własny temat. Jessica z całej siły kopnęł wilkołaka w brzuch. Greyback poleciał na plecy i wylądował po drugiej stronie drogi. Był zaskoczony i przerażony. No w końcu miała cały czas na sobie zaklęcie kameleona.
- To nie ładnie atakować od tyłu. - powiedziała delikatnie się uśmiechając.
- To nie ładnie się tak ukrywać.
- Masz rację. - dziewczyna zaśmiała się i zdjęła z siebie zaklęcie. Lubiła grać w otwarte karty. Nie chciała oszukiwać, a coś takiego, uważała właśnie za oszustwo.
- Jesteś głupia. A nie dugo nawet martwa.
- Przekonamy się. - powiedziała to głosem pewnym siebie. Nie bała się. Wiedziała, ze Harry i reszta są już daleko i nikt nie zdoła jej zobaczyć.
Wilkołak skoczył na nią, a ona starała się go odeprzeć zaklęciami. Próbowała nawet ataku, ale nie skutkował. Cały czas poruszali się po okręgu. Wilkołak nie wygrywał, ale także ni ponosił porażki. To była wyrównana walka. Ale nagle Jessica zaczęła się zastanawiać czy ktoś może nie ucierpiał przez jedno z jej zaklęć lub jest w niebezpieczeństwie. Wilkołak wydawał się zmęczony ciągłął walką, więc dziewczyna nieznacznie odrówiciła główę, aby się upewnić czy wszystko w porządku. Greyback wykorzystał to. Skoczył na nią i z ręki wytrącił jej różdżkę, a następnie przygniótł ją swoim ciałem. Różdżka była za daleko i Jessica wiedziała, ze już jej nie dosięgnie. Była silną czarownicą, ale teraz pierwszy raz poczułą się słaba. Poczuła, że barkuje jej sił na dalszą walkę. Nie wiedziała nagle co robić. Przecież zawsze radziłam sobię sama! W walce byłam niezrównana! Jess ceniła sobie za równo zaklęcia jak i walkę w ręcz, ale teraz nie wiedziała co robić. Ciężar wilkołaka ciążył jej i nie była w stanie nic zrobić. Nie mogła złapać różdżki, a to była jej ostatnia deska ratunku. Nagle wilkołak się przemienił i zaczął z nią walczyć. Probował rozszarpać jej gardło. Dziewczyna chciała walczyć, ale nie mogła. Greyback swoim ciążarem połamał jej kości. Była bezsilna. Bez różdżki nie mogła już nic zrobić. Słabła. Wilkołak to wyczuł. To już koniec. I w tym momencie odróciła nieznacznie głowę w prawą stronę, a jej medalion, który był ukryty pod czarnym gorsetem zwisał z jej szyi. Teraz każdy mógł go zobaczyć. Wilkołak spojrzał na błyskotkę i zesztywniał. Był w końcu jednym ze sług Czarnego Pana i dobrze wiedział, kim ona była. Ale od czasu, gdy ostatni raz widział się z Tomem dużo się zmieniło. Praktycznie wszystko oprócz medalionu, który wciąż zwisał z jej szyi. Miała go przekazać Harremu, ale nie zdążyła. Wilkołak się zaśmiał i pochylił nad nią. Czuła, że to koniec, ale nie płakała. Nie chciała tak umrzeć. Wilkołak ugryzł ją. Nie rozszarpał, lecz ugryzł. Poczuła ból w szyi, a chwilę później w reszcie ciała. Pewnie w ślinie wilkołaków znajduje się jad, który ma je unieruchomić. Pomyślała półprzytomnie. Z każdą chwilą słabła. Wilkołak po chwili zszedł z niej i przemienił się z powrotem w człowieka. Widziała to jak przez mgłę.
- To cię nauczy, że ze mną się nie zadziera. Czarny Pan na pewno się ucieszy, ze wróciłaś. - zaśmiał się i odszedł zostawiając ją tam.
Nie była w stanie się ruszyć. Zamknęła oczy. Odpływała.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 16.

Po chwili Syriusz wrócił do pokoju. Przyniósł jej jedną ze swoich koszul. Dziewczyna spojrzała na niego ździwiona.
- Pomyślałem, że zanim przyniosę ci coś do jedzenia itp., to powinnaś przebrać się w coś suchego. - uśmiechnął się do niej niepewnie i podał jej koszulę, którą trzymał. Dopiero wtedy zdała sobię sprawę, że jest cała mokra.
- I mam ubrać twoją koszulę? - bądź miła! - upomniała się w duchu.
- Przepraszam, nie mam nic innego.
- Dziękuję. - z całego serca starała się być miła. W końcu jej pomógł.
- To ty się przebierz, a ja zaraz wrócę.
Syriusz wyszedł z pokoju, a ona się przebrała. Nie czuła się w tym stroju zbyt komfortowo, ale nie miała innego wyboru. Gdy się rozbierała zauważyła, że nigdzie nie ma jej różdżki. Była przerażona. Pierwszy raz w życiu była bez niej i to jeszcze teraz! W czasach, gdy różdżka nie powinna nigdy jej opuszczać!
- Cholera! - powiedziała przeszukując sowje rzeczy, które leżały teraz bezładnie na podłodze.
- Co się stało? - zapytał Syriusz wchodząc do pokoju z tacą w dłoniach. - Bardzo ładnie ci w tym stroju.
-Ha ha ha! Dzięki, ale akurat nie mam czasu na żarty. Nie ma mojej różdżki!
- Co? Ale jak to ? A dobrze szukałaś?
- Tak! Musiała mi wypaść w wodzie. I co ja teraz zrobię bez różdżki?!
- Nie martw się. Wyślę po nią Stworka. On na pewno ją znajdzie. - powiedziawszy to zawołał skrzata i kazał mu ją przynieść.
- Dziękuję, ale nie musiałeś.
- Wiem, ale chciałem.A teraz wskakuj do łóżka!
- Słucham?!
- Przecież nie możesz paradować w tej koszuli cała przemoczona! Musisz się położyć, bo jeszcze zachorujesz. - powiedział to i się roześmiał. Tak. Zrozumiała to trochę inaczej i coś czuła, że wcale nie przypadkiem powiedział to w taki sposób.
Całą resztę dnia ... lub nocy. Jessica z Syriuszem spędzili siedząc na łóżku i rozmawiając. Czuli się jakby znowu byli dziećmi i to wszystko co zdarzyło się jeszcze tak nie dawno, a także rzeczy, które zrobili dużo wcześniej, nagle wydawały im się nie ważne. Chcieli, zeby tak już było zawsze. Teraz nie liczyło się dla nich nic więcej, jak tylko ten czas, który mogli spędzić razem. Wszystko wydawało sie takie piękne. Niezniszczalne. Wspaniałe. Nawet nie zauważyli, kiedy zmożył ich sen. Wszystko to co działo się wokół nich wydawało się bajką. Snem.
Następnego ranka dziewczyna była w jeszcze większym szoku. Dopiero teraz zaczęło do niej docierać tak na prawdę wszystko z wczorajszego dnia. Dlaczego ona skoczyła?! Przecież nie mogłaby zostawić tutaj Harrego! I dlaczego została u Syriusza? Dlaczego nie odeszła? Dlaczego...? Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z tych pytań, dlatego postanowiła, ze przestanie się nimi zamartwiać. Wstała jak najszybciej z zamiarem jak najszybszego opuszczenia Grimland Place, lecz w pośpiechu obudziła Syriusza.
- Już odchodzisz? - usłyszała zawód w jego głosie.
- Tak. Nie powinnam nawet tu zostawać.
- Dlaczego?
- Bo...
- Czy przez jeden dzień nie możesz udawać, ze nic się nie stało? Nie możesz spędzić ze mną jednego dnia, tak jak kiedyś?
- Ale...
- Świat wytrzyma jeden dzień, bez ciebie! Harry też! - zagiął ją. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. W sumie... jeden dzień to nic takiego.. Nie! - zaczęła się upominać. - Przecież nie może! No, ale to tylko jeden dzień...
- To co zamierzasz robić?
- Może to? - powiedziawszy to podszedł do niej i zaczął ją całować.
- Powiedziałeś jak dawniej!
- A dawniej pocałunek był na porządku dziennym!

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 15.

Miała ochotę uciekać i krzyczeć. Zaczynała tracić kontrolę nad własnym ciałem.  Chciała być jak najdalej stąd. Jak najdalej od wspomnień.Teleportowała się. Nie wiedziała jak ani gdzie, ale nagle była już w zupełnie obcym i innym miejscu. Zaczęła biec wzdłuż ulic. Nie wiedziała dokąd biegnie i nawet nie chciała tego wiedzieć. Zaślepiały ją łzy i kolejne wspomnienia, które obijały się o jej głowę. Tamte lata były takie piękne, a ona nie mogła zrozumieć tego, że to wszystko się skończyło. Straciła wszystko co w życiu miała. Nie chciała już mieć żadnych myśli. Chciała zapomnieć, zatracić się w bezgranicznej pustce. Nagle zatrzymała się. Znalazła się na moście. Nie wiedziała dokłdnie gdzie jest ani co robi. W głowie miała już tylko jendą myśl. ZAPOMNIEĆ. Była odrętwiała i nie wiedziała co robi. Powoli podeszła do barierek mostu i złapała się ich. Spojrzała w toń rzeki, która szybkim nurtem płynęła pod nią i pomyślał : PUSTKA. Tego właśnie chciała. Zanurzyć się i już więcej nie wypłynąć. Powoli weszła na barierkę i zrobiła krok do przodu. Spadała w dół. Czuła przyjemny wiatr we włosach, a po chwili poczuła przyjemny chłód i obmywanie zimnej wody. Zanurzyła się w nią. Była głęboko. Była w pustce. Straciła kontakt ze światem. Tonęła. Umierała.
- CZY TY JESTEŚ DO CHOLERY NIE NORMALNA?! - usłyszała czyjś znajomy głos, ale nie potrafiła go rozpoznać. Nic nie pamiętała. Miała mętlik w głowie. Powoli zaczynało jej się wszystko przypominać, ale od końca. Głęboka toń woda, wiatr we włosach. Skok...
Dlaczego ona do cholery skoczyła?! Sama tego nei wiedziała. W tym momencie poczuła się jak idoitka.
- HALO!- dziewczyna powoli rozchyliła powieki i jej oczom ukazał się nie kto inny, a Syriusz Black!
Przypominiała sobie wszytko już oprócz tego jak się tu znalazła. Syriusz pochylał się nad nią zmartwiony i bardzo, bardzo wkurzony! Tylko co ona tu robiła? Jak się tutaj dostała?
- Co ja tu robię? - wypaliła ździwiona. W tym wszystkim to ją chyba dziwiło najbardziej.
- Stworek cię przyniósł. Kazałem mu cię pilnować.
- ŻE CO?! JAK MOGŁEŚ KAZAĆ MU MNIE PILNOWAĆ?! PRZECIEŻ JESTEM DOROSŁĄ I ODPOWIEDZIALNĄ OSOBĄ!
- NO WŁAŚNIE WIDZĘ! SKOK Z MOSTU TEGO NA PRAWDĘ DOWIÓDŁ! CZEMU TY TO DO CVHOLERY ZROBIŁAŚ?!
- Nie wiem. - wyszaptała to tak cicho, że aż nie usłyszał, więc powtórzyła dużo głośniej. - Nie wiem, ok!
Był na nią bardzo zły. Tak się o nią martwił. Bał się, ze jest za późno, że Stworek chociaż ratował ją podobno najszybciej jak się dało mógł się spóźnić! Że może ona już.... Gdy skrzat przyniósł ją na Grimland Place 12 była już sina. Nie słyszał już jej oddechu, a bicie serca było strasznie wolne, ale udało mu się. Uratował ją. W tym momencie to liczyło się dla niego najbardziej. Że nic jej nie jest.
- Może porozmawiamy o tym jutro. Połóż się tutaj i odpocznij trochę, a ja przyniosę ci coś ciepłego do jedzenia. - zaoferował się Syriusz.
- Nie zamierzam tu zostać! Muszę.... - sama nie wiedziała co, ale wiedziała, że nie chce spędzać już ani chwili z Syriuszem.
- Nic nie musisz. Nie dziś. Dziś masz odpocząć. Połóż się wygodnie i nie marudź przez chwilkę.
Powiedziawszy to Syriusz wyszedł z pokoju. Dopiero w tym momencie zorientowała się, że jest to jego pokój. No to wpadłam po uszy, pomyślała i rozejrzała się po pokoju. Na jednej ze ścian zauważyła przyklejony ich wspólne zdjęcie. Obejmowali się. Byli szczęśliwi. Nie opodal znajdowało się kolejne zdjęcie, lecz tym razem jej samej. Miała rozpuszczone włosy i uśmiechała się. Było tam jeszcze wiele innych zdjęć i wycinków z najróżniejszych gazet. Wzruszyło ją to. Zaczęła się zastanawiać, czemu tak właściwie wciąż go odrzuca?

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 14.

Nie wiedziała co powinna zrobić. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby dyrektor Hogwartu płakał. Najwyraźniej Harry znaczył dla niego równie wiele co i dla niej. Postanowiła poczekać, aż się uspokoi i dopiero wtedy z nim porozmwaiać.
- Czy da się go w jakiś sposób uratować? - powiedział Albus przez łzy.
- Jest pewna szansa... no ale nie jestem pewna, czy to się uda. To jest bardzo niebezpieczne... - zaczęła się martwić o swój plan. A co jeśli on nie powiedzie? Przecież wtedy on umrze! Ona skarze na śmierć niewinnego człowieka! Swojego bratanka.
- Co można zrobić?
- Jest pewna przepowiednia. Muszę ją poznać, bo inaczej mój plan może zawieść i dobrze wiem, ze ty ją znasz. Znasz jako jedyny całą treść przepowiednii. Powiedz mi ją. Proszę. - wiedziała, ze trudno będzie go do tego nakłonić, w końcu to ona była w szeregach śmierciożerców, więc mało kto jej teraz ufał. - To może ocalić Harrego.
-`Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana…
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna…
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje…
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…`
- A więc miałam racje.
- Co trzeba zrobić?
- Trzeba zniszczyć wszystkie horkruksy.
- Wszystkie? Czyli, że Harrego też?!
- Nie. On musi zginąć w walce z Czarnym Panem. To on musi go zabić. Harry musi zginąć z rąk Voldemorta, tylko w ten sposób jest szansa, że zaklęcie się jakoś odbije i unicestwi tylko tę część Harrego, którą zajął Tom. Możliwe, że dziękiu temu Harry będzie mógł dalej żyć.
- A jesteś tego pewna.
- Nie wiem. Nie. Tak mi się wydaje, że to może sie udać, ale nie mam 100% pewności.
- Nie mogę go tak narażać! To jest zbyt niebezpieczne! - powiedziawszy to podniósł się z fotela i zaqczął chodzić po gabienecie.
- Ale inaczej nic nie zdziałamy! Skażemy wszystkich na pewną śmierć i dobrze o tym wiesz! Harry musi zginąć! - powiedziała to z całą swoją stanowczością i bez cienia jakichkolwiek innych uczuć poza zdenerwowaniem. Była zła, że Dumbledore nie chce jej pomóc! Przecież gdyby mogła to przecież zrobiłaby wszystko, zeby ocalić Harrego i uchronić przed tym zadaniem!
- Nie znasz go. On zbyt wiele przeżył, żeby obarczać go jeszcze i tym.
- Dobrze wiem, że wiele przeżył, ale powinien wiedzieć go jeszcze czeka!
- Chcesz go oddać w ręce śmierciożerców tak od razu co?!
- Wolałabym to niż chodowanie go jak kawałek mięsa!
- Wcale tak nie jest!
- A właśnie, że jest! Chodujesz go naj najdłużej, bo boisz się mu powiedzieć, że musi umrzeć, a takie jest właśnie jego przeznaczenie.
Dumbledore westchnął i usiadł spowrotem na swoim miejscu. To była jej pierwsza kłótnia z dyrektorem i właściwie po raz pierwszy widział go tak wzburzonego. Utracił całkowicie swój spokój, ale teraz po woli do niego wracał.
- Masz rację. Harry powinnien dowiedzieć się prawdy, ale jeszcze nie teraz. Na razie będziemy wszyscy dalej strzac przepowiedni tak jak do tej pory i oczywiście Harrego również. W tym czasie my dwoje zajmiemy się odnalezieniem i zniszczeniem horkruksów, a Harry o tym wszystkim dowie się we właściwym czasie.
- Świetnie. - powiedziawszy to wyszła z gabinetu Albusa. Miała ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. Była bardzo ździwiona, że łzy nie wypłynęły z jej oczu podczas rozmowy z Albusem, ale również cieszyła się z tego. Chciała być twarda. Nie pokonana.
Przez to wszystko co się działo straciła rachubę czasu. Rok szkolny w Hogwarcie trwał już od jakiegoś czasu, więc bardzo ucieszyła się na widok Harrego przechodzącego przez korytarz z dwojgiem swoich najlepszych przyjaciół. Był uśmiechnięty. Tak bardzo przypominał jej Jamesa.
- Szybko! Pośpieszcie się! Jeszcze nas Filch przyłapie i będzie wtedy jazda! - powiedział James biegnąc przez główny korytarz do drzwi wejściowych. Syriusz i Remus biegli tuż za nim, lecz Peter nie był tak wysportowany jak jego koledzy i niestety nie nadążał za nimi.
- Już biegnę, już! - krzyknął za nimi Peter.
Zza zakrętu wyłoniła się piękna dziewczyna. Miała na sobie czarny sweter i ciemne jeansy. Czarne włosy spływały jej na ramiona kaskadami. To była ona. Przypominał jej się każdy kolejny szczegół.
- A co ONA tutaj robi?! - wykrzyknął ździwiony James. Po minie Syriusz również widać było nie zadowolenie.
- Idzie z nami. Przecież chyba jej się nic nie stanie prawda? - zapytał niesmiało Remus. Byli wtedy parą co nieodpowiadało Syriuszowi i chwilami Jamesowi.
- No nie wiem... taka delikatna dziewczynka jak ona chyba nie powinna się włóczyć z takimi chłopakami jak my nie uważacie? - zakpił z niej Syriusz. Ciągle był na nią wściekły o to, ze wybrała Remusa. Nie potrafił się z tym pogodzić, a ona nie zamierzała mu tego ułatwiać.
- No masz racje... nie chcę być w końcu twoją niańką przez cąły wieczór... - odpowiedziała ze złośliwym uśmieszkiem. Nie bała się takich gierek, ale bardzo lubiła w nich uczestniczyć.
- A nie powinnaś przypadkiem siedzieć w pokoju z naszą uroczą Lily i czytać jakieś książeczki? - zapytał słodko i jednocześnie złośliwei Syriusz.
- Ej, ej! Odczep się od Lily ok? - powiedział James, który nie pozwoliłby na Lily złego słowa powiedzieć.
- A możemy się pośpieszyć? Bo księżyc się zbliża... - powiedział Remus przestępując z nogi na nogę.
- Tak lepiej już chodźmy... - ustąpił James i wszyscy pobieglii w stroną drzwi. Po ich przekroczeniu wszyscy przemienili się w zwierzęta i ruszyli w stronę Wrzeszczącej Chaty.
Te korytarze nasuwały jej tyle wspomnień! Znajome miejsca przypominały historię, która odbyła się dawno temu i już nigdy nie wróci.
Tak bardzo by chciała, zeby jej brat był przy niej, ale było już za późno. Powinna przestać się rozczulać i skupić na misji. Szybkim krokiem wycofała się z Hogwartu i ruszyła w stronę Hogsmeade. Nie wiedział gdzie chce się udać. Nie miała już żadnego planu.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 13.

Hogsmeade nocą nie jest tak przyjzane jak za dnia. Jest nawet dość przerażające. Cimne uliczki, które kiedyś bardzo dobrze znała i którymi chętnie spacerowała ją przerażały. Wydawały się całkiem inne niż dawniej, a jednocześnie pozostawały niezmienny i nasuwały masę wspomnień. Przeszła koło gospody Trzech Mioteł i od razu przypomniało jej się jak zimą, krótko przed świętami wraz z Huncwotami była tutaj na kremowym piwie. Było to jakoś w piątej klasie chyba... Była wtedy z Remusem. Trzymali się za ręce i śmiali. Obok James wraz Syriuszem wygłupiali się i żartowali, a Peter patrzył na nich z zachwytem. Byli niezłą paczką. Chociaż James czasami nie lubił jak siostra chodziłą z nimi gdzieś to i tak większość czasu spędzali razem. Byli wszyscy bardzo zżyci.
Remus był dla niej dobrym chłopakiem. Tak przynajmniej ciągle powtarzał James i dziadkowie. Wszyscy twierdzili, że ma na nią `dobry wpły`, ale wcale tak nie było. Gdy się przyjaźnili, mogli powiedzieć sobie o wszystkim. Być razem cały czas. Wygłupiać się, uczyć, rozmawiać, a nawet się sobie zwierza, ale gdy byli parą czuła, ze się dusi, ze nie może być w pełni sobą. Remus był spokojny, opanowany, a ona porywcza i szalona. Zawsze chciała miać to czego nie mogła, ale przy nim starała się być równie opanowana jak on. Starała się sprawiać wrażenie osoby godnej bycia z nim. Chciała być dla niego idelalna, ale niestety nie udało się. Ten związek zakończył się dość boleśnie dla Remusa i mocno uszkodził jego przyjaźń z Syriuszem. Chyba nawet przestał mu do końca ufać. W końcu trudno się było dziwić skoro przyłapał ich razem. Nie chciała tego wtedy. Po prostu jakoś tak wyszło. Była wtedy przez krótki czas z Syriuszem, ale widziała, że rani to Remusa, więc i z nim zakończyła swój związek. Ich przyjaźń się naprawiła, a ona nie chciała już nic między nimi komplikować. Chciała widzieć znów szczęśliwych Huncwotów.
Szła dalej ponurymi uliczkami pogrążona we własnych myślach. Zatrzymała się dopiero przy wrotach prowadzących do Hogwartu. Wysłała swojego patronusa do Albusa z wiadomością, że czeka przed bramą. Chwilę później sam dyrektor zjawił się tam i zaprowadził ją do swojego gabinetu.
- Ostatni raz kiedy cię tu witałem, prawie wyrzuciłem cię z Hogwartu! - zaśmiał się delikatnie, żeby rozladować napięcie. Dobrze wiedziała, ze jest ciekawy co ona tu robi, ale nie wiedziała również, że nie bedzie naciskał.
- Tak, tak... pamiętam to, ale nie przyszłam tutaj, żeby powspominać dawne czasy... znaczy też, ale nie moje.
- A więc słucham. O co chodzi?
- Chodzi o horkruksy. - spojrzał na nię zaskoczony. No to chyba nadszedł czas, zeby to ona coś wyjaśniła dyrektorowi Hogwratu! Na samą myśl o tym chciało jej się śmiać. - to tym był dziennik, który zniszczył Harry. Tom stworzył je bardzo dawno temu.
- Oczywiście słyszałem co nie co o horkruksach, ale nigdy bym nie pomyślał, że on mógł je na prawde stworzyć! A ile ich jest?
- Według niego? 7. Ale wydaje mi się, że przez przypadek stworzył jeszcze jednego. Ósmego horkruksa.
- A czym one są?
- Rzeczami, które były dla niego ważne. Niestety nie wiem co to dokładnie było. NIgdy mi tego nie powiedział. Wiedziałam tylko, że jest ich 7 i  że niektóre z nich dał swoim poplecznikom do pilnowania. M.in. dziennik. Wiem jeszcze, że jeden z horkruksów to medalion, który ... to długa historia, w każdym razie medalion znalazł się w domu Blacków, a ten go wyrzucił i nie wiem co się z nim dalej stało.
- A co zresztą? - Dumbledore zaczął chodzić po pokoju.
- Nie wiem. Jeden z nich to moze być jego pierścień, a może nawet i wąż, ale to już są tylko moje domysły. Nie mam pojęcia gdzie je ukrył i czym są.
- Powiedziałaś, że jednego stworzył przez przypadek? Co to jest?
- Nie jestem tego pewna, ale tak mi się wydaje. Blizna Harrego nie jest przecież zwyczajną blizną! To jasny znak, że...
- Tak.. to prawda... i wyjaśniałoby to jego sny...
- Sny?
- Z Voldemortem. On może je wykorzystać. Musimy trzymać się jak najdalej od chłopca. Im wbliższy będę miał z nim kontakt tym bardziej może to go kusić. A jeśli znajdzie ciebie to...
- Będzie próbował mnie zabić.
- Harry nie może dowiedzieć się prawdy! Nie moze wiedzieć nawet kim jesteś! To zbyt niebezpieczne!
- Tak wiem. Ale jeśli on jest 8. horkruksem to oznacza, że będzie musiał zginąć.
- Tak... na brodę Merlina Harry! - Albus usiadł przed biurkim i łzy zaczęły lecieć mu z oczu. - On jest dla mnie jak syn.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 12.

Jeśli chciał jej zrobić zamęt w głowie to mu się udało. Ten pocałunek był wyjątkowy, a to co powiedział później trochę ją zaskoczyło. ` Dawna ty by walczyła.` Czy ona naprawdę się aż tak zmieniła? Przecież to nie możliwe, zeby to było aż tak widoczne!
Zajęta swoimi myślami nie zracała uwagi na to gdzie jest, ani gdzie idzie, a zorientowała się dopiero wtedy, gdy stanęła na tej ulicy. Zwolniła. Szła powoli chodnikiem i przypominała sobie jak to było tego pamiętnego wieczora. Będąc tutaj wracał do jej pamięci każdy nawet najdorbniejszy szczegół. Widziała wszystko jeszcze raz. Przeżywała to wszystko od nowa, ale teraz to nie ona była głównym bohaterem tej opowieści. Czuła się tak jakby była tylko widzem. Kimś kto nie może w żaden sposób zareagować na to co się dzieje. Jakby nie miała na nic wpływu. I właśnie z takimi uczuciami stanęła przed tym domem. Zobaczyła znowu zielone swiatło i postacie poruszające się w środku. Chociaż nie mogła tego widzieć na prawdę teraz, anie nie widziała tego w taki sposób wtedy, to wydawało jej się, zę osoby stojące w tym miejscu tak to widziały. Złapała za klamkę od furtki, ale nie otworzyła jej. Nie miała na tyle odwagi, zeby tam ponownie wejść. Chciała zobaczyć wszystko jeszcze raz. Jeszcze raz poczuć ten wstrząs, ból, ale nie potrafiła. Kiedyś zabiorę tu Harrego i wtedy wejdziemy do środka. W końcu to jego dom. I jak na życzenie zobaczyła małego chłopca latającego na dziecinnej miotle, którą podarował mu Syriusz. Latał na podwórzu, prze dodmem, a Syriusz razem z Jamesem stali pod drzewem, które rosło nie opodal i śmiali się z wyczynów małego. Lily w kuchni przygotowywała kolację. Chwilę potem Zjawił się Remus i Peter. Wszyscy razem zasiedli do kolacji na świeżym powietrzu. James wziął syna na kolana i próbował go nakarmić. Wszyscy śmiali się i ucztowali. NIkt nie myślał o tym co może się stać zaledwie miesiąc później. Wtedy wszyscy czuli się bezpieczni. Poczuła jakpo policzku spływają jej łzy. Najpierw jedna, a zaraz potem następny i za nim zdążyła się uspokoić płakała tak jak owego dnia. Miała ochotę krzyczeć z bólu. Z bólu, które sprawiały takie wspomnienia.
- OBIECUJĘ, ŻE WASZA OFIARA SIĘ NIE ZMARNUJE! ON PRZEŻYJE! CHODŹBYM MIAŁA SAMA ZGINĄĆ! - zaczęła krzyczeć. Nadal trzymając klamkę osnęła się na ziemię i zaczęła wić się w agonii. Nie mogła się uspokoić. Wszystkie wspomnienia tutaj wydawały się wyraźniejsze. Tak bardzo chciałaby cofnąć czas i zmienić tyle rzeczy! Ale już nei mogła. Niestety nie.
Gdy w końcu udało jej się uspokoić już wiedziała co musi zrobić. W końcu on będzie wiedział jak to zrobić i jeśli jej się nie powiedzie dokończy jej misję i przekaże najważniejsze informacje Harremu.
Po raz kolejny tego dnia obróciłą się na pięcie. Tym razem jednak wylądowała w Hogsmeade.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 11.

Miała nadzieję, że go nie będzie. Nie chciała go ponownie ranić i nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, chodź w głębi serca miałą naqdzieję, ze to właśnie on otworzy jej drzwi. Że znów go zobaczy. Jessica dobrze wiedziała, że nie powinna tego czuć, ale nie potrafiła tego zmienić. Przecież nadchodzi wojna! A takie uczucia tylko osłabiają. Miała ochotę go pocałować, ale postanowiła być silna. Musi go zranić. Znowu. Zrobi to co musi i zniknie z jego życia.Jeżeli przeżyje wojnę, wyniesie się zdala od niego. Zniknie, a jeśli zginie... to może nawet tak będzie lepiej?
- Zamierzasz mnie w ogóle wpuścić, czy będziemy tak stali w drzwiach jak idioci? - spytała z sarkazmem. Była chłodna i dobrze wiedziała, ze on to wyczuł. Przesunął się w drzwiach wpuszczając ją do środka.
- Zapraszam.
Pewnym krokiem przeszła korytarz i weszła prosto do kuchni.
- Gdzie jest Stworek? - spytałą pewnym siebie głosem. W kuchni siedziała Molly ze swoimi starszymi synami.
- Nie mam pojęcia. Zawsze kręci się gdzieś koło obrazu. - odpowiedziała lekko ździwoina Molly.
- Stworek do mnie! - krzyknął Syriusz jak gdyby nigdy nic. Stworek pojawił się przed swoim panem.
- Wzywał mnie pan, sir? - spytał kłaniająć się nisko.
- Stworku... - wyjęła z kieszeni płaszcza medalion. - czy widziałeś go gdzieś wcześniej?
- Medalion pana Regulusa! - wykrzyknął skrzat i spróbował wyrwać go jej z ręki.
- Gdzi jest prawdziwy medalion?
- Pan go wyrzucił.
- Jaki pan? Regulus?
- Pan Syriusz, sir.
- Wyrzuciłeś ten medalion?! - prawie krzyknęła wściekła na Syriusz, że mógł zrobić coś takiego.
- No, a niby czemu nie? Po co mi coś takiego? Czy wyglądam jakbym takie coś chciał nosić?
- A czy akurat teraz musiałeś sobie przypomnieć, ze chcesz to wyrzucić? - teraz była już na prawdę wściekła. Czuła, ze była już tak blisko rozwiązania zagadki, a wszystko diabli wzięli. Nie udało jej się. Znowu.
- W końcu nie był mi do niczego potrzebny. A po co ci on i dlaczego tak nagle go szukasz?
- Teraz to juz nie ważne, bo i tak mi nie pomożesz. - powiedziawszy to wybiegł z kuchni. PObiegł za nią i złapał ją przed drzwiami.
- Dlaczego znowu uciekasz? - zapytał smutny.
- Ja nigdy nie uciekam. Walczę do końca.
- No to walcz. - powiedział to i ją pocałował. Namiętnie. Oparła się o ścianę. Całował ją pewnie. Jedną rękę wsunął delikatnie w jej włosy. Przyciskał ją do siebie. Chciała mieć go jeszcze bliżej, ale on się odsunął.
Miała zamęt w głowie. Wiedziała tylko, ze musi odejść. Musi wyjść na powietrze i otrzeźwić umysł.
- Muszę iść. - powiedziała niepewnie.
- O to powinnaś walczyć. Dawna ty by walczyła. - powiedział to, gdy ona już wychodziła. Była już praktycznie na zewnątrz. Stanęła na ulicy, spojrzała na niego i obróciła się na pięcie. Teleportowała się wprost do Doliny Godryka. Zrobiła to podświadomie. Musiała się obudzić i to był jedyny sposób jaki przyszedł jej do głowy. Wrócić do miejsca w którym wszystko się skończyło. W którym ona przestała istnieć.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 10.

- Skarbie, no jasne, ze mi możesz ufać! Przecież dobrze wiesz, że nigdy nie zrobił bym im nic! Zwłaszcza, jeżeli miałoby cię to zranić! - Tom powiedział to tuląc do siebie roztrzęsioną dziewczyne. Była wściekła, porzerażona i smutna. nie ufała już mu. Miała wątpliwośći, ale on wiedział jak ją oszukać. Jak oszukać wszystkich. Przeicież, jakaś tam dziewczyna nie zniszczy wszystkiego na co tak ciężko pracował! Jego władzy i potęgi!
- Ale przecież... tyle osób mówi mi, że ich szukasz! - powiedziała roztrzęsionym głosem. Miała łzy w oczach.
- To zwykłe plotki. NIe warto się nimi przejmować. Ludzie po prostu tym się zajmują. I widzisz jak łatwo cię to wyprowadziło z równowagi? Może powinnaś trochę odpocząć? Może odwiedzisz rodzinę? To ci zawsze pomagało. - powiedział uśmiechając się dobrodusznie. Nie wiedziała co teraz zrobić. W jego słowach była taka szczerość, ale jednak... coś jej mówiło, że nie powinna mu ufać. Przecież, gdyby ich nie szukał to by się nie ukrywali. W końcu sam Dumbledore kazał im się ukrywać.
- Nie... nie mam ochoty na odwiedziny.
- Jesteś pewna? - zapytał z troską.
- Tak... jasne... to tylko takie chwilowe. - uśmiechnęła się niepewnie. - Pójdę się przejść. Świeże powietrze dobrze mi zrobi.
Powiedziawszy to wyszła jak najprędzej z pokoju. Szła pędem korytarzami do tylnego wyjścia, które prowadziło na ogrody, gdy natknęła się na niego...
- Glizdogon? Co ty tutaj robisz? - spytała szeptem.
- Ja... ja....ja... - zaczął się jąkać. Zauważyła, ze przy tym złapał się za lewe przedramie.
- Oooo Glizdogon. Wejdź proszę. - za nią stał Tom.
- To ja idę do tych ogrodów.
Zbiegła szybko schodami w dół i wybiegła do ogrodu. Co tu robi Peter?! Przecież to on jest strażnikiem tajemnicy.... skoro on tu jest i ma mroczny znak... Nie może już ufać Tomowi. Powinna jak najprędzej uprzedzić brata.
- O witaj Jess. - podeszła do niej uśmiechnięta kobieta z burzą czarnych loków na głowie. Była bardzo podobnie ubrana do niej samej. CZarny gorset i czarne, obcisłe spodnie. Na nogach długie, wiązane buty i peleryna. Wyglądały strasznie.
- Witaj Bello. Jak tam twoje wczorajsze zadanie?
- A nie mogę narzekać. Tortury wychodzę mi niesamowicie dobrze. - powiedziawszy to przeciągnęła się leniwie z delikatnym uśmieszkiem na ustach.
- Tak, masz rację. W tej sztuce jesteś niezastąpiona. Czy mogłabyś przekazać Tomowi, że idę do miasta? Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
- Jasne.
Już zbliżał się wieczór więc musiała się spieszyć pobiegła czym prędzej za bramę i teleportowała się.

To jeszcze nie było najgorsze. Dobrze wiedziała, co czeka ją dalej, ale zmusiła się żeby napełnić po raz kolejny kielich płynem i wypić go do dna.

Wylądowała w Dolinie Godryka. Pobiegła czym prędzej do domu Lily i Jamesa, ale było już za późno. Z daleka już Zobaczyła czarną postać w drzwiach i chwilę potem zielone światło. Wbiegła czym prędzej do domu, mijając ciało Jamesa i chcąc ocalić Lily i małego Harrego. A gdy była już na schodach prowadzących na piętro usłyszała krzyki Lily i zobaczyła zielone światło. Było już za późno. Cały dom zaczął sie trząść i kawałki sufitu zaczęły spadać jej na głowę. Udało jej się wbiec po schodach i zobaczyć, ze Harry żyje. To było dla niej bardzo ważne. Porwała go szybko w ramiona i uciekła z nim z walącego się domu. POtem, gdy wszystko ustało zaczęła płakać. Trzymała bezbronnego Harrego w ramionach i nie wiedziała co robić. Zauważyła, ze on też zginął. Tom. Teraz nie miała nikogo. Ale wiedziała, ze on wróci. Chciała zemsty. Weszła do domu i zaczęłą płakać nad ciałem swego brata i Lily.
Udało jej się opróżnić całą misę. Była prawie nieprzytomna, gdy podnosiła się na tyle by wyjąć to co ukrywało się w środku. Był to medalion. Porwała go i upadła na ziemię. Straciła przytomność. Wszystkie wspomnienia tamtej pamiętnej nocy wróciły do niej. Poczuła to wszystko jeszcze raz. Od nowa. Gdy się obudziła była bardzo osłabiona, ale już nie na tyle słaba, zeby się z tamtąd nie wydostać. Przywołała spowrotem łódź, przeszła podziemne korytarze i gdy znalazła się spowrotem na skale, otworzyłą medalion. W środku znajdowała się kartka. Czyli, ze był fałszywy.
„Do Czarnego Pana.Wiem, że zanim to odczytasz, będę już dawno martwy,ale chcę, byś wiedział, że to ja odkryłem twoją tajemnicę.To ja wykradłem twojego prawdziwego horkruksa i postanowiłem go zniszczyć.Zmierzę się ze śmiercią w nadziei,że trafisz na godnego siebie przeciwnika i będziesz znów śmiertelny
R.A.B ”
R.A.B?! NO to jest chyba żart! Jedyny śmierciżerca (a wnioskowała to po tym, ze pisał Czarny Pan) o takich inicjałach jaki przychodził jej do głowy to brat Syriusza! Przeicież to nie możliwe! Chociaż... pod koniec Regulus był jakiś inny... możliwe, ze to on.
Postanowiła to jak najszybciej sprawdzić, chociaż nie miała na to najmniejszej nawet chęci. Teleportowała się prosto do Kwatery Głównej. Drzwie były zamknięte. No w kńcu ktoś je zamknął! Zapukała. Po chwili w drzwiach stanął Syriusz.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 9.

Czekał na nią każdego dnia. Czekał aż znowu się pojawi, równie nie spodziewanie jak wróciła i odeszła. Jess nigdy nie była przewidywalną osobą. Lubił to w niej. Jej spontaniczność, kreatywność, a nawet porywczość. Kochał w niej to, że potrafiła żyć chwilą, że nie myślała jakie to będzie miało skutki... i to ją zgubiło. Na początku była przecież tylko niewinną dziewczynką, która robi zawsze to co chce, jak chce i kiedy chce, ale później... tak... później było dużo gorzej. Nie potrafiła się powstrzymać. Gdy miała jakiś pomysł, realizowała go. Gdy uznała, że może się kimś zainteresować to flirtowała. Umiała się bawić... Umiała?! Cholera! Umie! Wcale się nie zmieniła! A może właśnie się zmieniła? No bo w końcu wróciła... zaczęła się czymś przejmować... ale potem znowu odeszła więc może jednak nie?
Takie myśli zadręczały Syriusza już od jakiegoś czasu. Wspominał ją i zastanawiał się co teraz robi. Czemu wróciła i ponownie odeszła? Może on coś zrobił źle?  Mijały dnie, lecz ona nie pojawiała się. Syriusz w końcu postanowił poświęcić swoją całą uwagę Harremu. Swemu chrześniakowi.
Była bardzo zajęta. Przecież była prawie pewna, że to tu... chociaż... a może jednak pierścień był ukryty w domu jego matki, a nie ojca? Przecież on nic by nie schował w domu mugola! Jaka była głupia! Już od kilku dni starała się znaleźć horkruksy, ale nie było to wcale takie łatwe jakby się wydawało. Wiedziała gdzie były ukryte trzy... a przynajmniej miała takie wskazówki, które Tom dał jej przez przypadek : moje najcenniejsze skarby są schowane w miejscach dla mnie ważnych. Jeden jest w miejscu, które pokazuje mi jak wielką mam moc. Drugi w miejscu, gdzie już jako małe dziecko pokazywałem swą siłę i trzeci w miejscu, które kocham.
Dobrze wiedziała co tam ukrył, ale nie wiedziała pod jaką postacią.
Były to horkruksy. Opowiadał jej o nich nie raz. Jaki był z siebie dumny, gdy o nich mówił! Gdy powtarzał, że nie umrze.
Pierwszy jak i zarówno drugi to może być sierociniec, w którym się wychował. W końcu to tam pewnie znęcał się nad innymi dziećmi i pokazywał im, ze jest od nich lepszy. Ale przecież przeszukała już dokładnie sierociniec! Dlatego zaczęła szukać w domu jego rodziców. Trzecie to na pewno Hogwart. A w Hogwarcie Harry zniszczył dziennik. A moze jest tam coś jeszcze? Nie, to nie możliwe! A zresztą nigdy by nie znalazła tego bez chodźby wskazówki co to jest. Ale zaraz...  miejsce, w którym pokazywał swą siłę? Jaskinia! To była chyba jej ostatnia szansa. Ostatnia oprócz domu jego matki.
Więc udała się do jaskni. Gdy udało jej się w końcu dotrzeć do ściany, miała już kilka rozcieć na ręce, więc gdy oparła się o ścianę drzwi same się przed nią ukazały i mogła wejść do środka. Przaepłynęła łodzią przez jeziorko i stanęła naprzeciw wielkiej misy z jakąś substancją. Wiedziała, że to tutaj i wiedziała, że cokoliwek jest w tym naczyniu, musi to wypić do końca. Będzie cierpieć. On nie chronił by się tutaj niczym innym. To sprawi jej ból. Psychiczny, albo fizyczny, ale może dzięki temu uratuje Harrego.
Wyczarowała sobie kielich i wzięła pierwszy łyk wywaru. Od razu poczuła pieczenie w gardle, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to co zobaczyła.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 8.

Nie wiedziała czemu to zrobiła. To był odruch. Impuls. Gdy go zobaczyła, gdy spojrzała na jego usta... nie mogła się powstrzymać. Przestała myśleć. Wyłączyła się. Zostały tylko zmysły i jej temperament, który był nie poskrominy i nie chciał n atym poprzestać. Pocałowała go z otwartymi oczami. Delikatnie. Następnie odsunęła się na centymetr. Widziała, ze był zszokowany, ale najwyraźniej również nie potrafił się powstrzymać. Zbliżył swe usta do jej i zaczął ją namiętnie całować. Zachłannie. Tak jakby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobi. Bardzo jej się to podobało, ale wiedziała, że przekracza granice. Przecież miała być obojętna! Oschła! Przecię dobrze wie, że będzie musiała go odrzucić! Zostawić! Że go znowu zrani... po raz kolejny. Ale w tym memncie to nie miało znaczenia. Liczyła się chwila. Takie w końcu było jej całe życie. Chwila. Żyła chwilą i nie wstydziła się tego. NIgdy nie myślała o konsekwencjach. Lubiła porywy i emocje i gdy pierewszy raz coś zaplanowała i postanoiwła działać z chłodną logiką... nie powiodło się. Była za słaba. Słaba... Nie nawidziła tego słowa! Chciała walczyć! Być najlepsza! Pokazać wszystkim, że jest silna! Bo w końcu nawet w świecie magii to mężczyźni zbierali większą chwałę! Czy ktoś zna tak bardzo wysławiane kobiety jak są wysławiani mężczyźni?! Jest za słaba, zeby powstrzymać się od głupiego pocałunku to jak niby sobie poradzi z całym światem?! Jak ona chce walczyć skoro żyje tylko dzięki porywom. James miał rację. Ona nie nadaje się tutaj. Nie tu. James... nie... nie teraz. W tym momencie nie chciała myśleć o bracie.
Nagle ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka. Oni jak małe, spłoszone dzieci odskakują od siebie zawstydzeni. Jak wtedy, gdy profesor Dumbledore przyłapał ich w sowiarni...
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Słyszałem, zę tu przybyłaś i chciałbym zamienić słówko z moją dawną uczennicą. - poczuła się jak w Hogwarcie. Tylko, że zamiast sów był tu śpiący Hipogryf. Dumbledore się uśmiechał, ale wiedziała, że rozmowa z nim nie będzie taka łatwa jak z Syriuszem. Zawsze traktowała go jak członka rodziny, ale nie chciała mu o wszystkim mówić.
- Właściwie to.. - zaczął Syriusz.
- Wcale, a wcale. Po prostu żegnałam się z Syriuszem przed moim odejściem z kwatery. - powiedziała chłodno. Wyniośle.
- Odejściu?! - wykrzyknął Syriusz.
-Aha. Rozumiem. Więć czy moglibyśmy? - spojrzał niepewnie na nią a następnie na Syriusza i potem znowu na nią.
- Oczywiście panie profesorze. Z chęcią z panem porozmawiam.
- Ale Jess...!
- Tak Syriuszu, odejściu. Muszę coś zrobić dla Zakonu. - powiedziawszy to wyszła z profesorem Dumbledorem i zaprowadziła go do swojego pokoju. On wiedział, że on żyje. W końcu przed nim nic nie mogła ukryć.

- Widzę, ze aż tak dużo się nie zmieniło. Jak ostatni raz Wszedłem do jakiegoś pomieszczenia w którym miałem ciebie zastać spotkałem was w bardzo podobnej.. scenerii.
- Tak.. to prawda. Nie da się zapomnieć. - roześmiała się. tak samo zresztą jak i on. - wiem o co chce mnei pan zapytać, ale proszę tego nie robić. Zapytał już o to każdy i pewnie dobrze pan wie co się stało. Zna pan prawdę, a ja nie zamierzam odpowiadać na żadne pytania.
Nie wytrzymała. Miała dość tych wszystkich przesłuchań, które ciągnęły się w nieskończoność.
- Tak. Zapewne dużo osób chce wiedzieć co się wydarzyło wtedy. Ja raczej chciałbym zapytać co się wydarzyło od tego czasu. Chyba byłaś bardzo zajęta. Sprawa dla Zakonu?
- Tak byłam zajęta. Wydarzyło się bardzo wiele, to przecież wiele lat! - spuściła wzrok.
- A sprawa?
- Nie jest ona do końca dla Zakonu, ale poczęści tak.
- Ty wiesz co on zrobił prawda? Wiesz gdzie ona są? - Dumbledore patrzył na nią przez swoje okulary połówki przenikającym wzrokiem. Miała uczucie jakby czytał jej w myślach i już znała prawdę. I on mógł ją znać. Bo to on kiedyś ją powinnien przekazać Harremu. On był z nim najbliżej przez te wszystkie lata. On sobie poradzi.
- Nie wszystkie. Niektóre... a przynajmniej wiem gdzie kiedyś były.
- Dziennika już nie ma. Harry zniszczył go w drugiej klasie.
- Tak... wiem. Czy wiedział co to jest? Czy wiedział co robi?
- Wiedział, że jest to coś co należało do Voldemorta, że jest przesiąknięte czarną magią i że ratuje komuś życie niszcząć to.
- I niszcząc siebie...
- Siebie? - poczuła, że powiedziała dużo więcej niż chciała. W końcu sama nie była tego pewna... tylko się domyślała, ale jej domysły były tak pewne, że...
- Pewnie jego widok go przeraził. I to , że w tak młodym wieku musiał kogoś ratować. To na pewno było dla niego trudne.
- Tak zapewne - nadal patrzył na nią przenikliwie i jakby podjerzliwie.
- Na mnie już czas. Trzeba wyruszać w końcu.
Powiedziawszy to pożegnała się z Dumbledorem iwyszła na schody, u podstaw których zobaczyłą Syriusza.
- Możemy jeszcze porozmawiać?
- Na mnie już czas. - pośpiesznie wyszła. NIe chciała już nic więcej. Przecież ona go zrani! I siebie też... NIe może sobie pozwolić na słabość!
Zanim zdążyła dojść do drzwi, chłopak złapał ją za rękę i wpił się w jej wargi. Ten pocałunek był tak tęskny, że aż nie chciała wychodzić, ale musiała.
- Nie można wyjść bez pożegnania. - powiedział z lekkim uśmiechem. Teraz najbardziej przypominał jej dawnego Syriusza. Tego ze szkoły. Radosnego i pewnego siebie. tak ją bolało, że musiała to zniszczyć.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. - powiedziała chłodno i wyszła na podórze, gdzie zanim zdązył otworzyć drzwi się deportowała.
Czy on ją jeszcze kiedyś zobaczy? Czy może znowu zniknie mu na czternaście lat?

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 7.

Syriusz wyszedł z kuchni trzaskająć drzwiami, na co od razu zareagował obraz jego matki. Jessica spóściłą głowę i wpatrywała się w szklankę soku dyniowego, który chwilę wcześniej sobie nalała. Gdy podniosła wzrok zauważyła, ze Remus na nią patrzy. Był zaskoczony. Jesica podejrzewała, że Lunatyk dobrze wiedziała na co Syriusz tak reagował. W końcu byli przyjaciółmi i znali się już od bardzo dawna. Reagował tak ostatnio, gdy widział ją z Tomem. Lupin patrzył na nią tak jakby raniła go specjalnie. Jakby chciała tylko go zranić nie licząc się z konsekwencjami! I miał rację. W końcu to on był jej najlepszym przyjacielem. Zastanawiała się tylko kiedy on postanowi z nią na ten temat porozmawiać.
- Harry, czy mógłbyś zostawić mnie sam na sam z Jessicą? Muszę z nią porozmawiać.
- Jasne. Pójdę pomóc Syriuszowi w tych porządkach o których wcześniej mówił. - powiedziawszy to Harry pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia.
- Nie patrz tak na mnie. - w końcu nie wytrzymała Jessica. - przecież jesteś przyzwyczajony do naszych kłótni... a przynajmniej byłeś.
- Byłem. To prawda. Teraz jednak zastanawiam się czemu próbujesz go zranić i czemu budujesz wokół siebie mur. - Nic nie buduję.
- Mnie nie oszukasz.
- Jesteś pewien? - spytała ironicznie.
- Jess... Wiem, że gdy się kłócicie nie tylko on cierpi. Ale odpowiedz mi... dlaczego wtedy nas zostawiłaś?
- To, że postanowiłąm zakończyć mój związek z Syriuszem nie powinno cię w ogóle interesować...
- Jess! Wiesz, że nie oto mi chodzi. Dlaczego wzięłaś stronę Sama - Wiesz - Kogo, a nie zakonu? Dlaczego związałaś się z śmierciożercą i przystąpiłaś do nich? Nie mówię, że to wszystko co się wtedy wydarzyło to twoja wina, bo wiem, że nie skrzywdziłabyś brata. Szanuję również twoje decyzje, nawet te całkiem nie rozsądne, bo jestem twoim przyjacielem.- patrzył na nią tak intensywnie, ze aż musiała spóścić wzrok. Tylko jemu mogła powiedzieć prawdę. Całą prawdę, ale nie wiedziała czy potrafi.
- Tom obiecywał mi, że nic złego się nie stanie, że nikogo nie skrzywdzi, ze on tylko chce zdobyć władzę i nie krzywdzić nikogo. Wierzyłam mu. Myślałam, ze to wszystko co mówił mi James i Syriusz to ich wymysły. Chciałam im pokazać, ze sobię poradzę, że wiem co robię, że go przecież znam. Uczył mnie magii. Dzięki niemu stawałam się dużo silniejsza, a tego właśnie chciałam. Chciałam być najlepsza. Chyba po prostu chciałam w końcu być lepsza od Jamesa. Gdy zauważyłam co się dzieje byłam przerażona. Gdy widziałam jak zabija, gdy sama zabijałam, bo on tak chciał chciałam uciec. Odejść. Chciałam dołączyć do Zakonu i pomóc, ale było już za późno. Nie potrafiłam spojrzeć wam wszystkim w oczy. Ludziom, których zraniłam i oszukałam. Którym zniszczyłam życie. Zabiłam ich krewnych. - Jessica się rozpłakała. Dusiła to w sobie tyle lat, ze nie potrafiła się opanować i łzy popłynęły po jej policzkach. Remus obiął ją, jak dawniej. 0 Obiecywał, że jak zrobię to co chce to nic nie zrobi Jamesowi i wam! A ja mu wierzyłam! - gdy trochę się uspokoiła złapała się za lewe przedramię i powli zaczęła zdejmować rękawiczke bez palców, którą nosiła i która była prawie do łokcia.
- Nie, nie chcę tego widzieć. - powiedział Remus. Jessica tylko się uśmiechnęła i ściągnęła rękawiczkę.
- Ale...? Jak to....? Przecież....? Jak...? - wypytywał zszokowany Lupin.
- NIgdy nie wstąpiłam do śmierciożerców. Dlatego nie mam tu mrocznego znaku. Ja po prostu byłam z nim, przy nim. Nie potrzebowałam tego, bo nie byłam jego sługą. A jeśli zaś chodzi o Syriusza... to powinien iść dalej. Coafanie się wstecz nic nie pomoże. Ja mu nie pomogę. Nie zniszczę mu życia tak jak zrobiłam to wielu ludziom. Niech znajdzie sobie kogoś odpowiedniego i będzie szczęśliwy. - powiedziawszy to uśmiechnęła się delikatnie i otarła łzy.
- Nadal go kochasz? Syriusza?
- Niestety. Nie mów nikomu o naszej rozmowie, ok?
- OK.
Wyszła z kuchni i skierowała się w stronę schodów. Musiała przez chwilę ochłonąć i pomyśleć. Czy ona kochała Voldemorta? Nie. Pociągała ją jego władza. Była młoda i głupia, ale już nie popełni tego błędu... ale... czy on ją kochał? Nie, chyba nie... Chociaż dobrze udawał nigdy tak na prawdę nic do neij nie czuł. Jak mógłby coś czuć skoro tak ją ranił i szantażował? Dlaczego wcześniej tego nei widziała?! Przecież już wtedy była niesamowicie dobrą czarownicą. Jedną z najlepszych. Po prostu chciał ją mieć przy sobie, żeby wygrać. I wykorzystał do tego jej słabości. Teraz ona mu się odpłaci. Już nigdy jej nie zrani. Nigdy.
Przez pomyłkę doszła na samą górę i znalazła się przed drzwiami, gdzie podobno znajdował się Hipogryf. Tak. Dobrze jej zrobi chwila samotności, jedynie w towarzystwie jakiegoś zwierzęcia. Chciała pomyśleć o rozmowie z Remusem. Otworzyła drzwi i weszła do pokoju i tam stanęła twarzą w twarz z Syriuszem. W jego oczach zobaczyła cierpienie. Chciał się wycofać i uciec, ale tak bolał ją ten widok, że odrętwiał podeszła do niego i nie wiedząć co dokładnie zamierza zrobić, schyliła się i pocałowała go prosto w usta.



Dziękuję wszytskim, którzy to nadal czytają : )
Jesteście kochani! Dziękuję za te wszystkie komentarze! : **
Przepraszam za błędy, których tu pewnie jest multum : P

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 6.

Zamarła. Nagle wszedł ktoś do pokoju.
- O... chyba przeszkodziłem... w takim razie ja może później. - był to Harry, który na widok wzburzonego Syriusza stojącego na przeciwko bladej Jessicy postanowił się wycofać i porozmawiać z Syriuszem później.
- Nie, nic się nie stało Harry. Ja akurat i tak właśnie miałam iść do swojego pokoju. To była długa podróż dla mnie. - delikatnie się uśmiechnęła i wyszła z pokoju. Zanim jednak zamknęła drzwi od saloniku spojrzała na Syriusza, nieznacznie się uśmiechnęła i dodała - dokończymy naszą rozmowę innym razem.
Wspięła się po schodach i weszła do swojego pokoju. Do pokoju w którym wiele razy nocowała, gdy wraz z Jamesem lub nawet sama odwiedzała Syriusza w wakcje. Odwiedzali go dość rzadko, bo jego rodzice nie byli zbyt przychylnie do nich nastawieni, bo nie popierali ich działań antymugolskich i nie mieli obsesji na punkcie czystości krwi.
Pytanie zadane przez Syriusza wytrąciło ją z równowagi. Czy na prawdę kochała Voldemorta? Czy ona sama znała odpowiedź na to pytanie? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale teraz wydawało jej się, że go nie kochała. To dlaczego w takim razie się z nim związała i porzuciła kogoś o wiele dla niej warzniejszego? Czy miała obsesję na punkcie czystości krwi? Nie. Czy miała coś przeciwko mugolom? Nie. W końcu jej najlepsza przyjaciółka była z rodziny mugoli. Jej przyjaciółka, a także żona jej brata. Ale co w takim razie sprawiło, że chciała być z Tomem? A tak... Władza. Potęga. Zawsze chciała być najpotężniejszą czarownicą. Chciała wiedzieć wszystko co możliwe o magii. Dużo czytała i się uczyła. Kiedyś do tej nauki namówiłą Dumbledora. To on ją uczył, gdy tylko miał chwilę czasu. Ale uczył ja bardzo delikatnych zaklęć. Obronnych. Ona jednak czuła niedosyt. Chciała wiedzieć więcej i wtedy pojawił się on. Zjawił się w Hogwarcie. Chciał rozmawiać z Dumbledorem. Był przystojny, pewny siebie i starszy od niej i to dużo. Widziała go wtedy po raz pierwszy. Zainteresował ją. Pamiętała jak się z nim przywitała. Koło pokoju życzeń. To tam stała oparta o mur, gdy on nadchodził. Uśmiechała się do niego przymilinie. Zaczęła z nim flirtować i udało się. Jakiś czas później spotkali się w Hosmed. Spotykali się coraz częściej. Obiecał ją uczyć. I przy spotkaniach w Hogsmed szli do Wrzeszczącej Chaty i tam poznawała tajniki czarnej magii. Trwało to już jakiś czas i gdy po jednej z takich lekcji postanowili wstąpić do Trzech mioteł na kremowe piwo, zobaczył ją tam James z Syriuszem. Wybili po piwie i odeszli. Tom odprowadził ją pod samą bramę zamku i pocałował. Potem on poszedł w swoją stronę, a ona do zamku. Pamiętała jak James na nią nawrzeszczał i wykrzyczał kim jest ten cżłowiek. Że to zły czarodziej i nie powinna się z nim zadawać. Syriusz wtedy się nie odzywał. Stał tylko z zaciśniętymi pięściami. W końcu jakiś czas wcześniej skończyli ze sobą. Zakończyli swój związek. Nie chciał go wtedy słuchać. W końcu była już prawie dorosła i chciała sama za siebie decydować. Gdy skończyła szkołę pozostała przy nim. Chociaż wtedy miała już duże wątpliwości, ale jednak pozostała przy nim. Patrzyła jak tworzy się Zakon Feniksa. Jak ludzie zbierają się do walki. Patrzyłą na śmierć. Dla niego zabijała. W końcu jednak chciała odejść..., ale się bała. Bała się, ze skrzywdzi kogoś z jej bliskich. Obiecał, że póki przy nim jest nikomu nie stanie się krzywda. Więc została. Stała u jego boku. Mając nadzieję, ze w ten sposób uratuje wszystkich swoich bliskich.  Jak w tamtą noc poczułą się oszukana, gdy dowiedziała się, że nie żyją. Że ją okłamał. Nie mogłą tego znieść. NIe mogła.
Te wspomnienia nie należały do jej najlepszych. O wiele bardziej wolała wspominać lata szkolne, które spędzała w trochę innym towarzystwie. Postanowiła już więcej tego wieczoru nie myśleć na te bolesne tematy i po prostu położyła się do łóżka i zasnęła.
Następnego ranka pewnie będzie czekała ją rozmowa z Syriuszem. Zaczęła rozmyślać o tym co mu powiedzieć, gdy schodziła do kuchni na śniedanie. Tam jednak okazało się, że wczasie, gdy nie spiskują przeciwko Riddlowi to mają wielkie sprzątanie, więc Syriusz aż do wieczora powininien być bardzo zajęty i nie znajdzie raczej czasu na jakieś prywatne rozmowy.
W kuchni zastała młodych czarodziei. W większości rudych, a także Syriusza i Remusa. Nie czuła się zażenowana w ich towarzystwie co jej samej wydawało się dziwne skoro kiedyś z każdym z nich przez jakiś czas łączyły ją dośćź zarzyłe związki i wcale nie miała na myśli przyjaźni. Gdy patrzyła na Harrego bolało ją serce. Tak bardzo przypominał jej brata! Dlaczego ona zaufała Tomowi? Może gdyby nie była taka głupia i egoistyczna to jej brat by jeszcze żył? Na te pytania już nigdy nie dostanie odpowiedzi.
Wtedy spojrzała na Syriusza. Był taki radosny przy Harrym. Poczuła się jakby znowu była w szkole i widziała go z Jamesem. Poczułą dziwne ukłucie w sercu i mimowolnie sie uśmiechnęła. I wtedy widział tylko ich dwóch i Remusa siedzącego kawałek dalej. Jakby nic się nie zmieniło. Syriusz był taki szczęsliwy. To było dla niej takie ważne, że aż tego nie chciała. Chciała, zeby nie miał pewności. W temtym momencie chyba chciała go zranić.
- Syriuszu... - poczekała, aż odwróci sie w jej stornę. - odpwoeidzią na twoje wczorajsze pyatnie jest tak. I to bardzo.

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 5.

BYła przerażona. Wiedziała, ze Syriusz jest na nią wściekły, ale nie myślała, zę aż tak. Nawet nie potrafiłą sobie wyobrazić jak bardzo musiała go tym zranić skoro się tak zachował. Wiedziała, zę raniła go wiele razy, ale najwyraźniej to bolało go najbardziej, bo nigdy wcześniej nie był tak opryskliwy i chamski w stosunku do niej.
- Nie chcę zanudzać moimi opowiastkami Harrego i reszty tutaj zgromadzonych, bo pewnie mają ciekawsze rzeczy do roboty niż wysłuchiwanie moich historyjek, jednakże jakbyś chciał ze mną porozmawiać na osobności na jakiś temat to proszę bardzo. - powiedziała to z całym spokojem na jaki potrafiłą się zdobyć. Było to dla niej trudne, gdyż była bardzo porywcza i zamiast odpowiedzieć mu miała ochotę zmienić go w karaluha. Na szczęście udało jej się opanować czym go chyba zaskoczyła. Spokojem.
- Oh... z wielką chęcią sobie z tobą porozmaiwam, sądzę jednak, ze...
- Syriuszu! Jedz w końcu i nie gadaj, bo nie po to robiłam kolację, zeby nikt nie mógł zjeść przez twoje gadanie! - naskoczyła na niego Molly ratując sytuację.
Resztę wieczoru spędzili w miłej atmosferze. Syriusz rozmawiał w większości z Harrym. W końcu Molly podniosła się, aby pozmywać, więc wstałam jej pomóc.
- Dlaczego nie chcesz mu powiedzieć kim jesteś? - szepnęła Molly koło zmywaka.
- To go zaboli. Nie znasz całej mojej histori. A ja nie chcę go już ranić. Jeszcze nie.
Molly uśmiechnęła się do niej pojednawczo. Widać było, ze martwiła się o Harrego, bardziej niż ona. Jakby był jej synem.
- To ja już będę się zbierać.
- A dokąd idziesz? Gdzie mieszkasz?
- Poradzę sobie. - powiedziała to i uśmiechnęła się delikatnie. Tak na prawdę nie wiedziałą gdzie pójdzie i co ze sobą zrobi. NIe chciała wrócić do domu, a chciała być blisko Harrego.
- Oczywiście możesz zostać w kwaterze na jakiś czas Jessico, prawda Syriuszu? - nagle podniosła głos Molly.
Była pewna, ze odmówi. Po tych wszystkich dzisiejszych słowach nie miała co do tego żadnych wątpliwości, ale mile ją zaskoczył.
- Oczywiście Molly. Powiem Stworkowi, żeby przygotował jakiś pokój na górze. - powiedziawszy to wyszedł z kuchni. Gości zaczęli powili odchodzić. Każdy miał wiele spraw do załatwienia. W końcu rudowłosa kobieta kazała dzieciom iść na górę spać. Jess patrzyła jak Harry wychodzi. Zobaczywszy Syriusza był taki szczęśliwy, a teraz wydawał się przygaszony. Jakby coś go gnębiło. W końcu dużo przeszedł. Musiało to wywrzeć na nim jakieś piętno. W końcu dopiero kilka tygodni temu widział jak odradza się Voldemort i widział śmierć swojego kolegi. Czy po zakończeniu wojny będzie szczęśliwy? Czy w ogóle przeżyje tą wojne? NIe! Nie mogłą o tym myśleć. Zrobi wszystko co w jej mocy, zeby Harry przeżył! Nie popełni więcej tego samego błędu.
Jessica wyszła z pomieszczenia z postanowieniem poszukania swojego pokoju.
- Moglibyśmy porozmawiać? - w drzwiach do dawnego saloniku stał Syriusz. Gdy powiedził te słowa była już na schodach, więc cofnęła się i zeszła z powrotem na dół.
- Jasne.
Weszła do pokoju, a on za nią zamykając drzwi.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - odrzekła. Stali na przeciwko siebie.
- Dleczego wróciłaś? Już pomijając fakt, że jednak żyjesz...
- Jak już mówiłam, chcę chronić Harrego. A żyję, bo mi się udało.
- Ale jak mogłaś zdradzić Jamesa i Lily? Własnego brata!
- Obiecywał, że nic im nie zrobi. - mówiąc te słowa odwróciła wzrok. Było jej wstyd z własnej głupoty. Jak ona mogła mu wierzyć? Nie tylko ona się nad tym zastanawiała.
- I ty mu wierzyłaś? - spytał Syriusz z niedowierzaniem.
- Tak. Wtedy tak... chociaż może nie do końca, ale starałam się.
- Powiedziałaś mu...?
- Co?
- Gdzie ich znajdzie.
- Przecież wiesz, że nie mogłam. To nie ja byłam strażnikiem tajemnicy.
- A gdybyś mogła?
- NIe wiem. Mam nadzieję, że bym tego nie zrobiła, ale nie wiem.
W końcu spojrzała mu w oczy. Widziała w nich ból. Tymi słowami zraniła go jeszcze bardziej, ale najgorsze miało nadejść. Pytanie, którego się bała.
- Kochałaś go? Czy ty na prawdę kochałaś Voldemorta?




Dziękuje kochani za te wszystkie rzeczy, które mi piszecie! smile
Tylko dla Was nadal to piszę! smile
Mam nadzieję, że sie podoba i że nie napisałam za dużo... miało być krótsze : P
Pozdrawiam! smile