Syriusz wyszedł z kuchni trzaskająć drzwiami, na co od razu
zareagował obraz jego matki. Jessica spóściłą głowę i wpatrywała się w
szklankę soku dyniowego, który chwilę wcześniej sobie nalała. Gdy
podniosła wzrok zauważyła, ze Remus na nią patrzy. Był zaskoczony.
Jesica podejrzewała, że Lunatyk dobrze wiedziała na co Syriusz tak
reagował. W końcu byli przyjaciółmi i znali się już od bardzo dawna.
Reagował tak ostatnio, gdy widział ją z Tomem. Lupin patrzył na nią tak
jakby raniła go specjalnie. Jakby chciała tylko go zranić nie licząc się
z konsekwencjami! I miał rację. W końcu to on był jej najlepszym
przyjacielem. Zastanawiała się tylko kiedy on postanowi z nią na ten
temat porozmawiać.
- Harry, czy mógłbyś zostawić mnie sam na sam z Jessicą? Muszę z nią porozmawiać.
- Jasne. Pójdę pomóc Syriuszowi w tych porządkach o których wcześniej mówił. - powiedziawszy to Harry pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia.
- Nie patrz tak na mnie. - w końcu nie wytrzymała Jessica. - przecież jesteś przyzwyczajony do naszych kłótni... a przynajmniej byłeś.
- Byłem. To prawda. Teraz jednak zastanawiam się czemu próbujesz go zranić i czemu budujesz wokół siebie mur. - Nic nie buduję.
- Mnie nie oszukasz.
- Jesteś pewien? - spytała ironicznie.
- Jess... Wiem, że gdy się kłócicie nie tylko on cierpi. Ale odpowiedz mi... dlaczego wtedy nas zostawiłaś?
- To, że postanowiłąm zakończyć mój związek z Syriuszem nie powinno cię w ogóle interesować...
- Jess! Wiesz, że nie oto mi chodzi. Dlaczego wzięłaś stronę Sama - Wiesz - Kogo, a nie zakonu? Dlaczego związałaś się z śmierciożercą i przystąpiłaś do nich? Nie mówię, że to wszystko co się wtedy wydarzyło to twoja wina, bo wiem, że nie skrzywdziłabyś brata. Szanuję również twoje decyzje, nawet te całkiem nie rozsądne, bo jestem twoim przyjacielem.- patrzył na nią tak intensywnie, ze aż musiała spóścić wzrok. Tylko jemu mogła powiedzieć prawdę. Całą prawdę, ale nie wiedziała czy potrafi.
- Tom obiecywał mi, że nic złego się nie stanie, że nikogo nie skrzywdzi, ze on tylko chce zdobyć władzę i nie krzywdzić nikogo. Wierzyłam mu. Myślałam, ze to wszystko co mówił mi James i Syriusz to ich wymysły. Chciałam im pokazać, ze sobię poradzę, że wiem co robię, że go przecież znam. Uczył mnie magii. Dzięki niemu stawałam się dużo silniejsza, a tego właśnie chciałam. Chciałam być najlepsza. Chyba po prostu chciałam w końcu być lepsza od Jamesa. Gdy zauważyłam co się dzieje byłam przerażona. Gdy widziałam jak zabija, gdy sama zabijałam, bo on tak chciał chciałam uciec. Odejść. Chciałam dołączyć do Zakonu i pomóc, ale było już za późno. Nie potrafiłam spojrzeć wam wszystkim w oczy. Ludziom, których zraniłam i oszukałam. Którym zniszczyłam życie. Zabiłam ich krewnych. - Jessica się rozpłakała. Dusiła to w sobie tyle lat, ze nie potrafiła się opanować i łzy popłynęły po jej policzkach. Remus obiął ją, jak dawniej. 0 Obiecywał, że jak zrobię to co chce to nic nie zrobi Jamesowi i wam! A ja mu wierzyłam! - gdy trochę się uspokoiła złapała się za lewe przedramię i powli zaczęła zdejmować rękawiczke bez palców, którą nosiła i która była prawie do łokcia.
- Nie, nie chcę tego widzieć. - powiedział Remus. Jessica tylko się uśmiechnęła i ściągnęła rękawiczkę.
- Ale...? Jak to....? Przecież....? Jak...? - wypytywał zszokowany Lupin.
- NIgdy nie wstąpiłam do śmierciożerców. Dlatego nie mam tu mrocznego znaku. Ja po prostu byłam z nim, przy nim. Nie potrzebowałam tego, bo nie byłam jego sługą. A jeśli zaś chodzi o Syriusza... to powinien iść dalej. Coafanie się wstecz nic nie pomoże. Ja mu nie pomogę. Nie zniszczę mu życia tak jak zrobiłam to wielu ludziom. Niech znajdzie sobie kogoś odpowiedniego i będzie szczęśliwy. - powiedziawszy to uśmiechnęła się delikatnie i otarła łzy.
- Nadal go kochasz? Syriusza?
- Niestety. Nie mów nikomu o naszej rozmowie, ok?
- OK.
Wyszła z kuchni i skierowała się w stronę schodów. Musiała przez chwilę ochłonąć i pomyśleć. Czy ona kochała Voldemorta? Nie. Pociągała ją jego władza. Była młoda i głupia, ale już nie popełni tego błędu... ale... czy on ją kochał? Nie, chyba nie... Chociaż dobrze udawał nigdy tak na prawdę nic do neij nie czuł. Jak mógłby coś czuć skoro tak ją ranił i szantażował? Dlaczego wcześniej tego nei widziała?! Przecież już wtedy była niesamowicie dobrą czarownicą. Jedną z najlepszych. Po prostu chciał ją mieć przy sobie, żeby wygrać. I wykorzystał do tego jej słabości. Teraz ona mu się odpłaci. Już nigdy jej nie zrani. Nigdy.
Przez pomyłkę doszła na samą górę i znalazła się przed drzwiami, gdzie podobno znajdował się Hipogryf. Tak. Dobrze jej zrobi chwila samotności, jedynie w towarzystwie jakiegoś zwierzęcia. Chciała pomyśleć o rozmowie z Remusem. Otworzyła drzwi i weszła do pokoju i tam stanęła twarzą w twarz z Syriuszem. W jego oczach zobaczyła cierpienie. Chciał się wycofać i uciec, ale tak bolał ją ten widok, że odrętwiał podeszła do niego i nie wiedząć co dokładnie zamierza zrobić, schyliła się i pocałowała go prosto w usta.
Dziękuję wszytskim, którzy to nadal czytają : )
Jesteście kochani! Dziękuję za te wszystkie komentarze! : **
Przepraszam za błędy, których tu pewnie jest multum : P
- Harry, czy mógłbyś zostawić mnie sam na sam z Jessicą? Muszę z nią porozmawiać.
- Jasne. Pójdę pomóc Syriuszowi w tych porządkach o których wcześniej mówił. - powiedziawszy to Harry pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia.
- Nie patrz tak na mnie. - w końcu nie wytrzymała Jessica. - przecież jesteś przyzwyczajony do naszych kłótni... a przynajmniej byłeś.
- Byłem. To prawda. Teraz jednak zastanawiam się czemu próbujesz go zranić i czemu budujesz wokół siebie mur. - Nic nie buduję.
- Mnie nie oszukasz.
- Jesteś pewien? - spytała ironicznie.
- Jess... Wiem, że gdy się kłócicie nie tylko on cierpi. Ale odpowiedz mi... dlaczego wtedy nas zostawiłaś?
- To, że postanowiłąm zakończyć mój związek z Syriuszem nie powinno cię w ogóle interesować...
- Jess! Wiesz, że nie oto mi chodzi. Dlaczego wzięłaś stronę Sama - Wiesz - Kogo, a nie zakonu? Dlaczego związałaś się z śmierciożercą i przystąpiłaś do nich? Nie mówię, że to wszystko co się wtedy wydarzyło to twoja wina, bo wiem, że nie skrzywdziłabyś brata. Szanuję również twoje decyzje, nawet te całkiem nie rozsądne, bo jestem twoim przyjacielem.- patrzył na nią tak intensywnie, ze aż musiała spóścić wzrok. Tylko jemu mogła powiedzieć prawdę. Całą prawdę, ale nie wiedziała czy potrafi.
- Tom obiecywał mi, że nic złego się nie stanie, że nikogo nie skrzywdzi, ze on tylko chce zdobyć władzę i nie krzywdzić nikogo. Wierzyłam mu. Myślałam, ze to wszystko co mówił mi James i Syriusz to ich wymysły. Chciałam im pokazać, ze sobię poradzę, że wiem co robię, że go przecież znam. Uczył mnie magii. Dzięki niemu stawałam się dużo silniejsza, a tego właśnie chciałam. Chciałam być najlepsza. Chyba po prostu chciałam w końcu być lepsza od Jamesa. Gdy zauważyłam co się dzieje byłam przerażona. Gdy widziałam jak zabija, gdy sama zabijałam, bo on tak chciał chciałam uciec. Odejść. Chciałam dołączyć do Zakonu i pomóc, ale było już za późno. Nie potrafiłam spojrzeć wam wszystkim w oczy. Ludziom, których zraniłam i oszukałam. Którym zniszczyłam życie. Zabiłam ich krewnych. - Jessica się rozpłakała. Dusiła to w sobie tyle lat, ze nie potrafiła się opanować i łzy popłynęły po jej policzkach. Remus obiął ją, jak dawniej. 0 Obiecywał, że jak zrobię to co chce to nic nie zrobi Jamesowi i wam! A ja mu wierzyłam! - gdy trochę się uspokoiła złapała się za lewe przedramię i powli zaczęła zdejmować rękawiczke bez palców, którą nosiła i która była prawie do łokcia.
- Nie, nie chcę tego widzieć. - powiedział Remus. Jessica tylko się uśmiechnęła i ściągnęła rękawiczkę.
- Ale...? Jak to....? Przecież....? Jak...? - wypytywał zszokowany Lupin.
- NIgdy nie wstąpiłam do śmierciożerców. Dlatego nie mam tu mrocznego znaku. Ja po prostu byłam z nim, przy nim. Nie potrzebowałam tego, bo nie byłam jego sługą. A jeśli zaś chodzi o Syriusza... to powinien iść dalej. Coafanie się wstecz nic nie pomoże. Ja mu nie pomogę. Nie zniszczę mu życia tak jak zrobiłam to wielu ludziom. Niech znajdzie sobie kogoś odpowiedniego i będzie szczęśliwy. - powiedziawszy to uśmiechnęła się delikatnie i otarła łzy.
- Nadal go kochasz? Syriusza?
- Niestety. Nie mów nikomu o naszej rozmowie, ok?
- OK.
Wyszła z kuchni i skierowała się w stronę schodów. Musiała przez chwilę ochłonąć i pomyśleć. Czy ona kochała Voldemorta? Nie. Pociągała ją jego władza. Była młoda i głupia, ale już nie popełni tego błędu... ale... czy on ją kochał? Nie, chyba nie... Chociaż dobrze udawał nigdy tak na prawdę nic do neij nie czuł. Jak mógłby coś czuć skoro tak ją ranił i szantażował? Dlaczego wcześniej tego nei widziała?! Przecież już wtedy była niesamowicie dobrą czarownicą. Jedną z najlepszych. Po prostu chciał ją mieć przy sobie, żeby wygrać. I wykorzystał do tego jej słabości. Teraz ona mu się odpłaci. Już nigdy jej nie zrani. Nigdy.
Przez pomyłkę doszła na samą górę i znalazła się przed drzwiami, gdzie podobno znajdował się Hipogryf. Tak. Dobrze jej zrobi chwila samotności, jedynie w towarzystwie jakiegoś zwierzęcia. Chciała pomyśleć o rozmowie z Remusem. Otworzyła drzwi i weszła do pokoju i tam stanęła twarzą w twarz z Syriuszem. W jego oczach zobaczyła cierpienie. Chciał się wycofać i uciec, ale tak bolał ją ten widok, że odrętwiał podeszła do niego i nie wiedząć co dokładnie zamierza zrobić, schyliła się i pocałowała go prosto w usta.
Dziękuję wszytskim, którzy to nadal czytają : )
Jesteście kochani! Dziękuję za te wszystkie komentarze! : **
Przepraszam za błędy, których tu pewnie jest multum : P
suuuuper
OdpowiedzUsuń