sobota, 5 stycznia 2013

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 8.

Nie wiedziała czemu to zrobiła. To był odruch. Impuls. Gdy go zobaczyła, gdy spojrzała na jego usta... nie mogła się powstrzymać. Przestała myśleć. Wyłączyła się. Zostały tylko zmysły i jej temperament, który był nie poskrominy i nie chciał n atym poprzestać. Pocałowała go z otwartymi oczami. Delikatnie. Następnie odsunęła się na centymetr. Widziała, ze był zszokowany, ale najwyraźniej również nie potrafił się powstrzymać. Zbliżył swe usta do jej i zaczął ją namiętnie całować. Zachłannie. Tak jakby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobi. Bardzo jej się to podobało, ale wiedziała, że przekracza granice. Przecież miała być obojętna! Oschła! Przecię dobrze wie, że będzie musiała go odrzucić! Zostawić! Że go znowu zrani... po raz kolejny. Ale w tym memncie to nie miało znaczenia. Liczyła się chwila. Takie w końcu było jej całe życie. Chwila. Żyła chwilą i nie wstydziła się tego. NIgdy nie myślała o konsekwencjach. Lubiła porywy i emocje i gdy pierewszy raz coś zaplanowała i postanoiwła działać z chłodną logiką... nie powiodło się. Była za słaba. Słaba... Nie nawidziła tego słowa! Chciała walczyć! Być najlepsza! Pokazać wszystkim, że jest silna! Bo w końcu nawet w świecie magii to mężczyźni zbierali większą chwałę! Czy ktoś zna tak bardzo wysławiane kobiety jak są wysławiani mężczyźni?! Jest za słaba, zeby powstrzymać się od głupiego pocałunku to jak niby sobie poradzi z całym światem?! Jak ona chce walczyć skoro żyje tylko dzięki porywom. James miał rację. Ona nie nadaje się tutaj. Nie tu. James... nie... nie teraz. W tym momencie nie chciała myśleć o bracie.
Nagle ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka. Oni jak małe, spłoszone dzieci odskakują od siebie zawstydzeni. Jak wtedy, gdy profesor Dumbledore przyłapał ich w sowiarni...
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Słyszałem, zę tu przybyłaś i chciałbym zamienić słówko z moją dawną uczennicą. - poczuła się jak w Hogwarcie. Tylko, że zamiast sów był tu śpiący Hipogryf. Dumbledore się uśmiechał, ale wiedziała, że rozmowa z nim nie będzie taka łatwa jak z Syriuszem. Zawsze traktowała go jak członka rodziny, ale nie chciała mu o wszystkim mówić.
- Właściwie to.. - zaczął Syriusz.
- Wcale, a wcale. Po prostu żegnałam się z Syriuszem przed moim odejściem z kwatery. - powiedziała chłodno. Wyniośle.
- Odejściu?! - wykrzyknął Syriusz.
-Aha. Rozumiem. Więć czy moglibyśmy? - spojrzał niepewnie na nią a następnie na Syriusza i potem znowu na nią.
- Oczywiście panie profesorze. Z chęcią z panem porozmawiam.
- Ale Jess...!
- Tak Syriuszu, odejściu. Muszę coś zrobić dla Zakonu. - powiedziawszy to wyszła z profesorem Dumbledorem i zaprowadziła go do swojego pokoju. On wiedział, że on żyje. W końcu przed nim nic nie mogła ukryć.

- Widzę, ze aż tak dużo się nie zmieniło. Jak ostatni raz Wszedłem do jakiegoś pomieszczenia w którym miałem ciebie zastać spotkałem was w bardzo podobnej.. scenerii.
- Tak.. to prawda. Nie da się zapomnieć. - roześmiała się. tak samo zresztą jak i on. - wiem o co chce mnei pan zapytać, ale proszę tego nie robić. Zapytał już o to każdy i pewnie dobrze pan wie co się stało. Zna pan prawdę, a ja nie zamierzam odpowiadać na żadne pytania.
Nie wytrzymała. Miała dość tych wszystkich przesłuchań, które ciągnęły się w nieskończoność.
- Tak. Zapewne dużo osób chce wiedzieć co się wydarzyło wtedy. Ja raczej chciałbym zapytać co się wydarzyło od tego czasu. Chyba byłaś bardzo zajęta. Sprawa dla Zakonu?
- Tak byłam zajęta. Wydarzyło się bardzo wiele, to przecież wiele lat! - spuściła wzrok.
- A sprawa?
- Nie jest ona do końca dla Zakonu, ale poczęści tak.
- Ty wiesz co on zrobił prawda? Wiesz gdzie ona są? - Dumbledore patrzył na nią przez swoje okulary połówki przenikającym wzrokiem. Miała uczucie jakby czytał jej w myślach i już znała prawdę. I on mógł ją znać. Bo to on kiedyś ją powinnien przekazać Harremu. On był z nim najbliżej przez te wszystkie lata. On sobie poradzi.
- Nie wszystkie. Niektóre... a przynajmniej wiem gdzie kiedyś były.
- Dziennika już nie ma. Harry zniszczył go w drugiej klasie.
- Tak... wiem. Czy wiedział co to jest? Czy wiedział co robi?
- Wiedział, że jest to coś co należało do Voldemorta, że jest przesiąknięte czarną magią i że ratuje komuś życie niszcząć to.
- I niszcząc siebie...
- Siebie? - poczuła, że powiedziała dużo więcej niż chciała. W końcu sama nie była tego pewna... tylko się domyślała, ale jej domysły były tak pewne, że...
- Pewnie jego widok go przeraził. I to , że w tak młodym wieku musiał kogoś ratować. To na pewno było dla niego trudne.
- Tak zapewne - nadal patrzył na nią przenikliwie i jakby podjerzliwie.
- Na mnie już czas. Trzeba wyruszać w końcu.
Powiedziawszy to pożegnała się z Dumbledorem iwyszła na schody, u podstaw których zobaczyłą Syriusza.
- Możemy jeszcze porozmawiać?
- Na mnie już czas. - pośpiesznie wyszła. NIe chciała już nic więcej. Przecież ona go zrani! I siebie też... NIe może sobie pozwolić na słabość!
Zanim zdążyła dojść do drzwi, chłopak złapał ją za rękę i wpił się w jej wargi. Ten pocałunek był tak tęskny, że aż nie chciała wychodzić, ale musiała.
- Nie można wyjść bez pożegnania. - powiedział z lekkim uśmiechem. Teraz najbardziej przypominał jej dawnego Syriusza. Tego ze szkoły. Radosnego i pewnego siebie. tak ją bolało, że musiała to zniszczyć.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. - powiedziała chłodno i wyszła na podórze, gdzie zanim zdązył otworzyć drzwi się deportowała.
Czy on ją jeszcze kiedyś zobaczy? Czy może znowu zniknie mu na czternaście lat?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz