sobota, 5 stycznia 2013

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 14.

Nie wiedziała co powinna zrobić. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby dyrektor Hogwartu płakał. Najwyraźniej Harry znaczył dla niego równie wiele co i dla niej. Postanowiła poczekać, aż się uspokoi i dopiero wtedy z nim porozmwaiać.
- Czy da się go w jakiś sposób uratować? - powiedział Albus przez łzy.
- Jest pewna szansa... no ale nie jestem pewna, czy to się uda. To jest bardzo niebezpieczne... - zaczęła się martwić o swój plan. A co jeśli on nie powiedzie? Przecież wtedy on umrze! Ona skarze na śmierć niewinnego człowieka! Swojego bratanka.
- Co można zrobić?
- Jest pewna przepowiednia. Muszę ją poznać, bo inaczej mój plan może zawieść i dobrze wiem, ze ty ją znasz. Znasz jako jedyny całą treść przepowiednii. Powiedz mi ją. Proszę. - wiedziała, ze trudno będzie go do tego nakłonić, w końcu to ona była w szeregach śmierciożerców, więc mało kto jej teraz ufał. - To może ocalić Harrego.
-`Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana…
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna…
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje…
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…`
- A więc miałam racje.
- Co trzeba zrobić?
- Trzeba zniszczyć wszystkie horkruksy.
- Wszystkie? Czyli, że Harrego też?!
- Nie. On musi zginąć w walce z Czarnym Panem. To on musi go zabić. Harry musi zginąć z rąk Voldemorta, tylko w ten sposób jest szansa, że zaklęcie się jakoś odbije i unicestwi tylko tę część Harrego, którą zajął Tom. Możliwe, że dziękiu temu Harry będzie mógł dalej żyć.
- A jesteś tego pewna.
- Nie wiem. Nie. Tak mi się wydaje, że to może sie udać, ale nie mam 100% pewności.
- Nie mogę go tak narażać! To jest zbyt niebezpieczne! - powiedziawszy to podniósł się z fotela i zaqczął chodzić po gabienecie.
- Ale inaczej nic nie zdziałamy! Skażemy wszystkich na pewną śmierć i dobrze o tym wiesz! Harry musi zginąć! - powiedziała to z całą swoją stanowczością i bez cienia jakichkolwiek innych uczuć poza zdenerwowaniem. Była zła, że Dumbledore nie chce jej pomóc! Przecież gdyby mogła to przecież zrobiłaby wszystko, zeby ocalić Harrego i uchronić przed tym zadaniem!
- Nie znasz go. On zbyt wiele przeżył, żeby obarczać go jeszcze i tym.
- Dobrze wiem, że wiele przeżył, ale powinien wiedzieć go jeszcze czeka!
- Chcesz go oddać w ręce śmierciożerców tak od razu co?!
- Wolałabym to niż chodowanie go jak kawałek mięsa!
- Wcale tak nie jest!
- A właśnie, że jest! Chodujesz go naj najdłużej, bo boisz się mu powiedzieć, że musi umrzeć, a takie jest właśnie jego przeznaczenie.
Dumbledore westchnął i usiadł spowrotem na swoim miejscu. To była jej pierwsza kłótnia z dyrektorem i właściwie po raz pierwszy widział go tak wzburzonego. Utracił całkowicie swój spokój, ale teraz po woli do niego wracał.
- Masz rację. Harry powinnien dowiedzieć się prawdy, ale jeszcze nie teraz. Na razie będziemy wszyscy dalej strzac przepowiedni tak jak do tej pory i oczywiście Harrego również. W tym czasie my dwoje zajmiemy się odnalezieniem i zniszczeniem horkruksów, a Harry o tym wszystkim dowie się we właściwym czasie.
- Świetnie. - powiedziawszy to wyszła z gabinetu Albusa. Miała ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. Była bardzo ździwiona, że łzy nie wypłynęły z jej oczu podczas rozmowy z Albusem, ale również cieszyła się z tego. Chciała być twarda. Nie pokonana.
Przez to wszystko co się działo straciła rachubę czasu. Rok szkolny w Hogwarcie trwał już od jakiegoś czasu, więc bardzo ucieszyła się na widok Harrego przechodzącego przez korytarz z dwojgiem swoich najlepszych przyjaciół. Był uśmiechnięty. Tak bardzo przypominał jej Jamesa.
- Szybko! Pośpieszcie się! Jeszcze nas Filch przyłapie i będzie wtedy jazda! - powiedział James biegnąc przez główny korytarz do drzwi wejściowych. Syriusz i Remus biegli tuż za nim, lecz Peter nie był tak wysportowany jak jego koledzy i niestety nie nadążał za nimi.
- Już biegnę, już! - krzyknął za nimi Peter.
Zza zakrętu wyłoniła się piękna dziewczyna. Miała na sobie czarny sweter i ciemne jeansy. Czarne włosy spływały jej na ramiona kaskadami. To była ona. Przypominał jej się każdy kolejny szczegół.
- A co ONA tutaj robi?! - wykrzyknął ździwiony James. Po minie Syriusz również widać było nie zadowolenie.
- Idzie z nami. Przecież chyba jej się nic nie stanie prawda? - zapytał niesmiało Remus. Byli wtedy parą co nieodpowiadało Syriuszowi i chwilami Jamesowi.
- No nie wiem... taka delikatna dziewczynka jak ona chyba nie powinna się włóczyć z takimi chłopakami jak my nie uważacie? - zakpił z niej Syriusz. Ciągle był na nią wściekły o to, ze wybrała Remusa. Nie potrafił się z tym pogodzić, a ona nie zamierzała mu tego ułatwiać.
- No masz racje... nie chcę być w końcu twoją niańką przez cąły wieczór... - odpowiedziała ze złośliwym uśmieszkiem. Nie bała się takich gierek, ale bardzo lubiła w nich uczestniczyć.
- A nie powinnaś przypadkiem siedzieć w pokoju z naszą uroczą Lily i czytać jakieś książeczki? - zapytał słodko i jednocześnie złośliwei Syriusz.
- Ej, ej! Odczep się od Lily ok? - powiedział James, który nie pozwoliłby na Lily złego słowa powiedzieć.
- A możemy się pośpieszyć? Bo księżyc się zbliża... - powiedział Remus przestępując z nogi na nogę.
- Tak lepiej już chodźmy... - ustąpił James i wszyscy pobieglii w stroną drzwi. Po ich przekroczeniu wszyscy przemienili się w zwierzęta i ruszyli w stronę Wrzeszczącej Chaty.
Te korytarze nasuwały jej tyle wspomnień! Znajome miejsca przypominały historię, która odbyła się dawno temu i już nigdy nie wróci.
Tak bardzo by chciała, zeby jej brat był przy niej, ale było już za późno. Powinna przestać się rozczulać i skupić na misji. Szybkim krokiem wycofała się z Hogwartu i ruszyła w stronę Hogsmeade. Nie wiedział gdzie chce się udać. Nie miała już żadnego planu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz