czwartek, 30 sierpnia 2012

Harry Potter Inna Historia. Rozdział 3.

Widziała ten szok i przerażenie w ich oczach, gdy weszła do pokoju, a dokładniej do kuchni. Najwyraźniej miejsce obrad Zakonu Feniksa to kuchnia. Wszyscy od razu odwrócili się w jej stronę i wyjęli różdżki i wyselowali prosto w nią. NIe przeraziła się, a w każdym razie nie bardziej. Stresowala się samym wejściem. NIe wiedziała, czy da rade zmienić cały swój świat. Ostatnie lata spędziła w samotności, bądź wśród osób, które wogóle nie wiedziały kim ona jest. Gdy weszła to on siedział na krześle na przeciw niej. Teraz również stał z różdżką wycelowaną w jej stronę. Bała się mu pokazać. Przecież on myśli, że nie żyję!
- Kim jesteś? - zapytał Moody. Milczała, więc powtórzył swoje pyatnie. - Kim jesteś i jak się tu dostałeś?!
- Macie słabą obronę jak na Zakon Feniksa. Dumbledore powinien pomyśleć o dotatkowych zaklęciach zabezpieczających. - to powiedziawszy zsunęła z głowy kaptur pod którym się ukrywała i odpowiedziała na resztę pytania. - Jestem Jessica. Jessica Potter.
Na ich twarzach malowało się przerażenie. Ci, którzy ją znali nie mogli uwierzyć, ze ona żyje, a ci, którzy nie wiedzieli o jej istnieniu byli zaskoczeni i zaciekawieni kim może być osoba z nazwiskiem Potter.
- To nie możliwe... - wyszeptał Remus. - Przecież ty nie żyjesz.... jak...?
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się ironicznie. Kątem oka dostrzegła także, że Syriusz usiadł.
- No tak, bo Peter Pettigrew także już od dawna gnije w grobie!
Dobrze wiedziała o tym co zrobił Peter. W końcu obserwowała Harrego co jakiś czas. Lubiła sprawdzać, czy jest bezpieczny i to właśnie w jeden z takich wieczorów, gdy udało jej się prześlizgnąć do Hogwartu usłyszała ich. Harrego i Hermionę jak rozmawiali w skrzydle szpitalnym z Dumbledorem, a raczej mu wykrzyczeli, że Black jest nie winny i to wszystko jest wina Glizdogona. Wtedy poznała prawdę, a dokładniej mówiąć tylko się upewniła, bo nigdy nie wierzyła, że Syriusz mógłby zdradzić Jamesa i Lili.
Czarodzieje odłożyli swoje różdżki, ale ciągle jej się przyglądali. Najbardziej zastanawiałą ją reakcja Syriusza. Milczał, a gdy w końcu przemówił zadał jej pytanie na które trudno było jej odpowiedzieć.
- Chcesz powiedzieć Harremu prawdę o tym kim jesteś?
- Ma prawo wiedzieć.
- W takim razie ma także prawo znać całą twoją historię, czy może boisz się mu ją przekazać?
- Niech wie narazie tylko tyle, że znałam kiedyś jego rodziców. Na razie tyle wystarczy.
- Na razie? A co ty tu właściwie robisz?! - widziała złość na jego twarzy. Najwyraźniej jeszcze jej nie wybaczył tego, co mu zrobiła przed laty. Zerwała w końcu z nim w jeden z najbardziej bolesnych sposobów. Zostawiła go dla innego. I to nie dal byle kogo, a dla jego największego wroga, jego jak i innych.
- Chcę wstąpić do Zakonu.
- Ty?! Nigdy!
- Syriuszu, potrzebuje ludzi, a przecież ta pani... - powiedziała Molly, ale nie udało jej się dokończy zdania. Była to rudowłosa kobieta. Pulchna. Wyglądała na zmartwioną. Wojna jaka nadchodziła nie była dla niej. MOzna było łatwo wyczytać z jej twarzy, ze jest przerażona.
- Ta kobieta nie nadaje się do Zakonu! - wykrzyknął.
- Mogłabym cię rozłożyć jednym zaklęciem, gdybym tylko chciała!
- O w to to nie wątpię. Co ON cię tego nauczył?!
- Czego?!
- Bycia bezlitosnąi nie czułą...!
- Syriuszu! - wykrzyknęła Molly wraz z Remusem.
- Remusie, ty bardzo dobrze pamiętasz co się działo z Jessie w czasie tamtej wojny, więc jak możesz brać jej stronę?!
- Syriuszu... Od tamtych zdarzeń minęło dużo czasu. Ludzie się zmieniają i myślę, że Jessica dojrzała na tyle, zeby nie popełniać drugi raz tych samych błędów. - powiedział ze stoickim spokojem Lupin.
- Błędów?! Ty to nazywasz błędami?! Ona zabijała bezbronnych ludzi! Była taka jak ON! Gdyby miała okazję to i nas by zbiła! Jak możesz chcieć, żeby taka osoba była w Zakonie?!
Na te słowa wszyscy zgromadzeni zamarli. Jessica wstydziła się trochę swojej przeszłości, bo popełniła wiele błędów i niepotrzebnych głupstw, ale nie myślała, ze Łapa jej to wypomni.
- Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś skrzywdził Harrego, a już zwłaszcza, go zabił, jasne?! - wycedziła przez zęby.
- Jaaasne. A James i Lili?! Oni cię już w ogóle nie obchodzili nie?!
- Syriusz! - tym razem Remus podniósł głos. - Jak możesz mówić takie rzeczy?! A Jessica ma prawo być w Zakonie i bronić Harrego. Ona także sie o niego martwi.
- Świetnie! Może od razu przyjmijmy wszystkich śmierciożerców?! - Syriusz wykrzyknął to tak głośno, że aż portret jego matki na korytarzu dał o sobie znać i zaczłą wykrzykiwać najróżniejsze wyzwiska na korytarzu, co zmusiło Syriusza do wyjścia z pomieszczenia i zajęcia się obrazem.
- Dlaczego chcesz być w Zakonie? - zapytała podejrzliwie Molly.
- Chcę chronić Harrego. Nie opuszczę go.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz